– Jaredzie – wyszeptałam jego imię, ledwie słyszalnie.
Ale on mnie usłyszał. I odwrócił się gwałtownie, zaskoczony moim wtargnięciem. Kiedy na mnie spojrzał, od razu wiedziałam, że coś jest nie tak. Jego brwi były zmarszczone w konsternacji, a oczy zimne – dziwnie odległe. Z łatwością mogłam uwierzyć, że nie ma pojęcia, że mamy wziąć ślub w ogrodzie.
– Przepraszam… – zaczął niepewnie. – Czy ja p






