Dylan myślał, że dzień dobiegł końca, ale Ethan wyciągnął telefon i zadzwonił do Jordana.
– Ojcze.
Jordan od niedawna przyjmował gości i właśnie grał w szachy z Teodorem, człowiekiem, który rozdawał karty w rodzinie Jodłów.
– Co tam?
– Widziałem Dylana na ulicy. Jest ranny, wysłałem go do szpitala.
Ręka Jordana, która trzymała figurę szachową, zawisła w powietrzu, jego ton był spokojny. – Poważna






