Miękkie ciało Sophie w ramionach Bensona nieustannie ocierało się o niego, rozpalając go. Jej zapach unosił się w powietrzu, urzekając i kusząc, by zatracić się w jej objęciach.
Subtelne napięcie gęstniało, stawało się cięższe i bardziej upajające z każdą mijającą chwilą. Jak pod wpływem zaklęcia, samokontrola Bensona rozsypała się w proch, a jego oczy pociemniały. Bezradnie przyciągało go do nie






