Na górze w ich pokoju Vivian stała na palcach, poprawiając krawat Williama.
William był już po czterdziestce, zdyscyplinowany jak żołnierz, a jednak zrelaksowany i o naukowym usposobieniu.
Ubrany był w idealnie skrojony garnitur, jego kołnierzyk zawsze czysty i dopięty. Jego głos był stabilny, głęboki i rezonował niczym wiolonczela, z nutą chrypki.
Powiedział: „Jadę dzisiaj do Ministerstwa Spraw Z






