Punkt widzenia Seraphiny
Słońce zaszło wiele godzin temu, spowijając Nowy Jork w zimnej, szarej mgle.
Alistair ściskał kierownicę swojego czarnego SUV-a tak mocno, że aż zbielały mu knykcie.
– To już czwarty, Alistair – wyszeptałam. Mój głos był cienki i ochrypły. Nie spałam od czasu, który wydawał się wiecznością.
– Czwarty magazyn. Pusty. Tylko kurz i szczury.
– Jedziemy dalej – odparł Alistair.






