languageJęzyk
Mściwa oblubienica przeklętego alfy: Zagarnięta przez wroga mojego męża-placeholderMściwa oblubienica przeklętego alfy: Zagarnięta przez wroga mojego męża

Mściwa oblubienica przeklętego alfy: Zagarnięta przez wroga mojego męża

Autor: Sasha Jhorn

Czytaj
Ostatnia aktualizacja: 12 cze 2026
86 Rozdziały
108.7K słów

Kaelen była idealną Luną Watahy Północnego Księżyca — dopóki jej mąż, Xavier, nie odnalazł swojej przeznaczonej partnerki. W dniu dwudziestych piątych urodzin Kaelen mężczyzna, którego kochała, nie podarował jej prezentu; zgotował jej kosmar. Sprowadził kochankę do ich domu, zmusił Kaelen do znoszenia fizycznych katuszy wynikających z jego niewierności poprzez ich więź i użył autorytetu Alfy, by obedrzeć ją z godności. Lecz los bywa przewrotny. Kiedy legendarny „Przeklęty Alfa”, Soren Ames, najeżdża ich terytorium, Xavier tchórzliwie porzuca Kaelen, by ratować kochankę. Spodziewając się śmierci, Kaelen zostaje zamiast tego uznana za „trofeum” przez zamaskowanego zdobywcę. — Odrzuć ją — rozkazuje Soren Xavierowi, wymuszając publiczny i rozdzierający serce koniec jej małżeństwa. Teraz, związana z mężczyzną, przed którym niegdyś uciekała, Kaelen nie jest już Luną — jest branką. Soren jest bezwzględny, zamaskowany i skrywa mroczną tajemnicę sięgającą życia, które Kaelen próbowała za sobą zostawić. Oferuje jej układ: jeśli będzie mu służyć, on da jej moc, by zmiażdżyć tych, którzy ją zdradzili. Gdy tajemnica jego klątwy i jej przeszłość splatają się ze sobą, Kaelen uświadamia sobie, że bycie zdobyczą Przeklętego Alfy może być jedyną drogą do zemsty. Ale co się stanie, gdy człowiek, który podbił jej watahę, nazwie ją swoją „uciekającą panną młodą”?

Pierwszy rozdział

~ Kaelen ~

„Mate!” – zawołał Xavier, mąż Kaelen.

Niestety dla Kaelen, jej mąż nie zwracał się do niej, lecz do kobiety siedzącej na końcu ich jadalnego stołu.

W pomieszczeniu zapadła cisza, gdy nieznajoma wstała ze swojego miejsca i odpowiedziała Xavierowi: „Mate”.

Kaelen zesztywniała, a jej wzrok podążył za spojrzeniem męża. Spojrzała na kobietę i musiała uznać jej piękno. Serce zamarło jej w piersi. Co gorsza, kobieta okazała się córką Alfy Desmonda z Watahy Szkarłatnego Drewna.

Cóż za policzek dla Kaelen!

Kaelen była Luną Watahy Północnego Księżyca. Xavier, alfa, był jej mężem od roku. Poznała go przypadkiem, uciekając przed swoją przeszłością. Przyjął ją do swojej watahy i natychmiast połączyła ich więź jak żadna inna.

Nie byli sobie przeznaczeni przez los, lecz pokochali się i sami wybrali swoje przeznaczenie. Xavier rościł sobie prawo do Kaelen, a oni nawzajem się naznaczyli.

Tego dnia świętowali dwudzieste piąte urodziny Kaelen. To, że Xavier odnalazł swoją przeznaczoną akurat w wyjątkowym dniu Kaelen, było okrutnym żartem losu!

Kaelen pragnęła skromnego spotkania, tylko we dwoje. Xavier jednak uparł się, by zaprosić sąsiednie watahy. Kilka dni wcześniej powiedział: „Kochanie, chcę cię pokazać światu. Niech zobaczą, jaką piękną i wspaniałą mam Lunę. Proszę, zorganizujmy to przyjęcie. Alfa Maximo, Alfa Rick i stary Alfa Desmond wypytywali o ciebie, a ja wręcz umieram z pragnienia, żeby się tobą pochwalić!”

Wynikało to z faktu, że Kaelen stała za sukcesem należącej do watahy Grupy Aquifer, która obsługiwała pięć sąsiednich stad. Dzięki jej wkładowi w społeczność, Xavier był niezwykle dumny, mając Kaelen za żonę i Lunę. Jednak w obliczu tego, co się właśnie wydarzyło, czy cokolwiek mogło pozostać takie samo?

W sali jadalnej gościli wysoko postawieni goście: alfowie, luny i betowie z okolicznych watah. Mając to na uwadze, twarz Kaelen zapłonęła rumieńcem wstydu, gdy wszyscy zwrócili się ku niej, wyczekując jej reakcji.

„Cóż, to dość niezręczne” – powiedział Alfa Desmond, spoglądając najpierw na Kaelen, a potem na swoją córkę.

Jedzenie wciąż było ciepłe, świeżo podane. Wszyscy dopiero co zasiedli do stołu, ale z wyglądu gości wynikało, że nikt nie będzie się cieszył urodzinową kolacją Kaelen tego wieczoru.

„Cóż”. Kaelen wstała. Chwyciła męża za rękę i powiedziała: „Xavier i ja jesteśmy małżeństwem. Od roku. Przysięgaliśmy sobie, że odrzucimy naszych przeznaczonych”.

Przełknęła ślinę i zwróciła się do Alfy Desmonda: „Przykro mi, ale to musi zostać zrobione”. Odwracając się do męża, zapytała: „Prawda, Xavierze?”

Xavier nie odpowiedział. Zamiast tego poprosił o rozmowę z Kaelen na osobności. Nie trzeba dodawać, że świętowanie zakończyło się, zanim na dobre się zaczęło. Xavier zabrał Kaelen do swojego gabinetu i tam powiedział: „Z szacunku dla Alfy Desmonda i jego córki, wolałbym odrzucić ją na osobności. Rozumiesz to, prawda, Kaelen?”

Kaelen chciała iść z nim, ale Xavier przekonał ją, by tego nie robiła. Zostawił ją w domu watahy tej nocy i udał się z Alfą Desmondem do Watahy Szkarłatnego Drewna.

Mijały godziny, lecz mąż Kaelen nie wracał. Słońce już dawno wzeszło, a o Xavierze nie było ani słowa. Wieść o alfie, który odnalazł swoją prawdziwą wybrankę, rozniosła się już po domu watahy i Kaelen nie zdziwiłaby się, gdyby ta sama informacja wyciekła do reszty stada.

Kaelen w ogóle nie zmrużyła oka. Wielokrotnie dzwoniła do męża, ale niestety był nieosiągalny.

Aby oderwać myśli od problemów, udała się na bieg w swojej wilczej postaci. Sprawdziła południową granicę i odszukała betę. Jednak nawet Beta Jonas nie miał dla niej odpowiedzi i nie odważył się spojrzeć jej w oczy. Gammowie na patrolu odwracali wzrok, jakby wiedzieli coś, czego ona nie wiedziała.

Strach zakradł się już do jej serca, ale gdy wracała do domu, próbowała się przekonywać: „Obiecał mi. Postąpi wobec mnie właściwie. Xavier ją odrzuci i wszystko będzie dobrze”.

Jednak mimo tych zapewnień, Kaelen czuła taki ciężar w piersi, że gdy tylko wróciła do głównej sypialni, łzy spłynęły jej po policzkach.

„On by mnie nie zostawił. Tak bardzo mnie kocha”. Jej dłonie drżały, gdy ścierała mokre ślady z twarzy. Powiedziała: „To prawda. Xavier mnie kocha”.

Pukanie do drzwi przerwało jej myśli. Kaelen otworzyła i zobaczyła wchodzącą pokojówkę. Powiedziała: „Luno. Słyszałam. Tak mi przykro –”

„W porządku, Addy. Xavier ją odrzuci. Wracaj do pracy. Poradzę sobie” – Kaelen zapewniała dziewczynę, choć sama nie była o tym przekonana.

Mijały kolejne godziny, a Kaelen wciąż nie miała wieści od męża. Nie jadła i nie miała ochoty wychodzić z pokoju. Wciąż mamrotała pod nosem: „Xavier, do cholery! Proszę, daj mi jakiś znak!”

Gdy nadeszło popołudnie, Kaelen w końcu otrzymała znak, o który prosiła, ale nie był on tym, na co liczyła.

Jej serce nagle przeszył rozdzierający ból!

Kaelen czuła się, jakby ktoś wbijał w nią nóż! Przycisnęła dłoń do piersi, z trudem łapiąc oddech. Co gorsza, całe jej ciało sprawiało wrażenie, jakby stało się workiem treningowym! Upadła na podłogę, zwijając się w różnych pozycjach w próbie przetrwania tej tortury.

„Aaaach!” – jej krzyki tłumiła dłoń, którą zakryła usta. Ostatnią rzeczą, jakiej teraz potrzebowała, była litość.

Kiedy wszystko ustało, Kaelen wybuchnęła głośnym płaczem. „Nie. Nie. Nie mój Xavier. Dlaczego? Xavierze, obiecałeś!”

Jej twarz była zalana łzami, ponieważ wiedziała, że męczarnia, którą właśnie przeszła, oznaczała, że Xavier zbliżył się intymnie do innej kobiety.

Kaelen i jej mąż naznaczyli się nawzajem. Byli jednością. Z tego powodu zdrada Xaviera pozostawiła Kaelen w strzępach. Było to przekleństwo więzi mate, sposób, w jaki Bogini Księżyca wymuszała lojalność między partnerami. Gdyby Kaelen zdradziła Xaviera w podobny sposób, on poczułby ten sam rozdzierający ból.

Xavier o tym wiedział, a mimo to tak strasznie ją skrzywdził.

***

Była już noc, kiedy Xavier wrócił do domu watahy. Wszedł do głównej sypialni i zobaczył lekarza stada owijającego brzuch Kaelen bandażami i ziołowymi liśćmi. Miało to złagodzić sińce na jej ciele.

Widząc Xaviera, lekarz przyspieszył pracę i naciągnął bluzkę Kaelen. Doktor przywitał się z nim: „Alfo”.

„Zostaw nas” – polecił Xavier, a lekarz szybko wyszedł.

Kaelen nie spojrzała na Xaviera. Oparła się tylko o wezgłowie łóżka i wpatrywała z gniewem w próżnię.

„Przepraszam, Kaelen. Nie mogłem się temu oprzeć” – wyjaśnił Xavier. „Przyciąganie było zbyt silne”.

Przeżycie tego bólu było jednym, ale Kaelen zdała sobie sprawę, że jego przyznanie się do winy było o wiele bardziej bolesne. Ten człowiek obiecał kochać ją przez całe życie. Jak rok pełen miłości mógł zostać tak łatwo zapomniany?

I znów z trudem łapała powietrze. Łzy płynęły jej po twarzy, gdy zapytała gorzko: „Więc co teraz będzie?”

„Jesteś moją żoną. Nadal będziesz Luną watahy –”

„Ale?” – przerwała Kaelen, wiedząc, co nadchodzi.

„Ale muszę sprowadzić tutaj Daphne, skoro jest moją przeznaczoną i już ją naznaczyłem. Muszę wziąć za to odpowiedzialność” – powiedział Xavier niskim głosem. „Musimy sprawić, by to zadziałało – we trójkę”.

„Daphne, więc tak ma na imię” – odnotowała w myślach Kaelen.

Prawda bolała. Kaelen zamknęła oczy, biorąc głębokie oddechy. Kiedy znów je otworzyła, powiedziała, akcentując każde słowo: „A jeśli powiem „nie”? Wolałabym, żebyś mnie odrzucił i zwrócił mi wolność, niż znosić ból twojej zdrady”.

„Nie, Kaelen! Nie masz wyboru”. Jego głos odbił się echem w powietrzu. Dodał: „Jesteś moją żoną i Luną. Należysz do mnie tak samo jak ona. Potrzebuję cię tak samo, jak potrzebuję jej”.

Xavier odwrócił się, kierując się do drzwi. Przed wyjściem jasno określił, czego oczekuje. Spojrzał jej w oczy i rozkazał: „Kaelen, musisz nauczyć się... dzielić. Jako twój alfa, rozkazuję ci”.

„Nie” – mruknęła Kaelen pod nosem. Jej oczy szeroko się otworzyły. „On nie mógł właśnie użyć na mnie głosu alfy!”

„Słyszysz mnie, Kaelen? Podporządkuj się!” – powiedział stanowczo Xavier, a jego oczy rozbłysły.

Kaelen użyła każdej resztki energii, by się oprzeć. Jej plecy zesztywniały, ale moc rozkazu alfy zmusiła ją do uniesienia podbródka. Jej oddech stał się ciężki, czuła, jak jego aura ją dusi i zmusza do uległości.

„Nie słyszę cię, Kaelen. Podporządkuj się!” – nakazał Xavier.

Łzy zapiekły Kaelen w oczy, a jej usta zadrżały w odpowiedzi: „T–tak, Alfo”.

Czytaj