languageJęzyk
Naznaczona przez trzech Alf: Zemsta dręczonej partnerki-placeholderNaznaczona przez trzech Alf: Zemsta dręczonej partnerki

Naznaczona przez trzech Alf: Zemsta dręczonej partnerki

Autor: Aeliana Moreau

Czytaj
Ostatnia aktualizacja: 12 cze 2026
150 Rozdziały
480.0K słów

Byłam workiem treningowym stada. Żałosnym, bezbronnym wyrzutkiem, skazanym na złamanie. Kiedy Kendra i jej okrutne trio osaczyli mnie na korytarzach Crestwood, przygotowałam się na znajomy posmak krwi i upokorzenia. Moje płuca płonęły. Moje ręce były unieruchomione. Myślałam, że umrę jako bezimienne zero, uduszona pod ich wypolerowanymi butami. Myliłam się. Przerażający, wstrząsający posadami ryk rozdarł powietrze na korytarzu. Atmosfera natychmiast pogrążyła się w lodowatej ciemności, ciężkiej od odurzającego zapachu sosny, burzy i czystej, obezwładniającej mocy. Nie jedna, lecz trzy pary jarzących się oczu wbiły się w moje zmasakrowane, krwawiące ciało. Zane, Ryker i Griffin. Najbardziej zabójczy egzekutorzy Najwyższej Rady. Nietykalni, bezwzględni dziedzice-Alfy z Silverpine. Nie wkroczyli po prostu po to, by przerwać dręczenie. Przedarli się przez korytarz jak drapieżne bestie, gruchocząc kości każdemu, kto odważył się choćby zaczerpnąć powietrza w moim kierunku. – Ona jest nasza – warknął Zane. Jego śmiercionośne pazury wysunęły się, gdy przyciągnął moje drżące ciało do swojej piersi, a jego spojrzenie obiecywało absolutną rzeź. – A każdy, kto przelał krew naszej przeznaczonej, utonie we własnej. Z dnia na dzień z dręczonego popychadła stałam się pilnie strzeżoną obsesją trzech najniebezpieczniejszych żyjących Alf. Przysięgają ukoronować mnie na swoją Lunę. Obiecują spalić do cna elitarne rody, które mnie skrzywdziły. Ale kiedy mroczny spisek z udziałem nieumarłych wygnańców i zdradzieckiego rodu Clive grozi rozdarciem naszego świata na strzępy, staję przed wyborem. Czy będę chować się za potworną siłą moich Alf... czy też w końcu obnażę własne kły i sięgnę po krwawą zemstę?

Pierwszy rozdział

Perspektywa Elary

"Ty tępaczko, masz być w domu przed czternastą".

Jej słowa odbijały się echem w zakamarkach mojego umysłu, gdy nadgarstek Kendry zderzył się z moim podbródkiem w nagłym błysku bólu, a siła uderzenia odrzuciła mnie w tył.

Potknęłam się i upadłam na kolana, po czym wyprostowałam się i przetarłam usta, czując cierpki smak krwi. Dopiero gdy ponownie na mnie ruszyła, zrozumiałam, dlaczego jej nagły ruch tak bardzo wytrącił mnie z równowagi.

Upadłam na podłogę obok biurka. Zbierałam siły, próbując ostatkiem tchu się podnieść, ale najgorsze dopiero nadchodziło.

"Och, Kendra, szukałyśmy cię". Charakterystyczny głos Peyton wywołał dreszcz na moich plecach. Wiedziałam, że to koniec, bo za nią stała trzecia blondynka, która czyniła ich trio idealnym – Lexi.

Teraz były w komplecie, a ja nie miałam z nimi najmniejszych szans. Skoro wybrały ten konkretny budynek i czas, by mnie dopaść, zamierzały zadać mi ból, zanim ktokolwiek przyjdzie mi z pomocą. O ile w ogóle ktokolwiek odważyłby się wystąpić przeciwko nim w mojej obronie. W tej szkole nie miałam przyjaciół.

"A gdzieżby indziej? Uczyłam tego ptaszka odrobiny dobrych manier". Na twarzy Kendry pojawił się drwiący grymas, gdy rzuciła się w moją stronę.

Chwyciła mnie za włosy i szarpnęła ku sobie, podczas gdy Peyton stanęła na straży u mojego boku. Serce waliło mi jak oszalałe, a płuca piekły z braku powietrza.

Próbowałam się wyrwać, ale moje ręce zostały unieruchomione. Wiedziałam, że nie ucieknę przed tym, co zaplanowały na dzisiaj. Łzy piekły mnie w oczy, gdy te dwie blondynki wybuchały histerycznym śmiechem.

"Elara, miałaś czelność powiedzieć instruktorowi, że się nad tobą znęcamy? Czy poinformowałaś ich również, że zmuszamy cię do odrabiania naszych prac domowych? Co jeszcze im wypaplalaś?"

Z bólu zagryzłam dolną wargę, łzy napłynęły mi do oczu, a ja zaczęłam błagać o litość.

"Pr-proszę, ja..." – wykrztusiłam, splatając krwawiące dłonie.

"Mowa ci odjęła?!" – wrzasnęła mi do ucha Peyton, a ja wzdrygnęłam się ze strachu. Pomieszczenie wypełnił przeraźliwy wrzask, gdy rzuciła się na mnie z warknięciem. Dostałam w twarz.

To wystarczyło, by wywołać ból i zawroty głowy; świat zawirował wokół mnie. Z każdym oddechem czułam piekący ból w miejscu rozcięcia i byłam przerażona.

Kątem oka dostrzegłam Lexi na jej stałym posterunku. Podczas gdy tamte dwie się ze mną rozprawiały, ona pilnowała drzwi, by w razie potrzeby dać im znać.

Obie blondynki spojrzały na siebie krótko, po czym uśmiechnęły się złośliwie. Poczułam uścisk ich dłoni, gdy jedna z nich podniosła mnie pod pachy. Krzyknęłam, czując, że jestem wciągana na stół.

Obie wskoczyły na mnie, a ja zaczęłam wierzgać nogami, czując, jak kolejne palce wbijały się w moją skórę.

Krzyczałam, by ktoś mi pomógł. Ale nikt się nie zjawił. Peyton zaczęła już zdzierać ze mnie ubranie do pasa. Zamknęłam oczy w poczuciu klęski, szepcząc cichą modlitwę do Bogini Księżyca – proszę, pomóż mi.

"Dziewczyny!" – wrzasnęła niemal natychmiast Lexi z zachwytem, sprawiając, że gwałtownie otworzyłam oczy. Tamte oczywiście zignorowały jej wołanie.

"Dziewczyny, musicie to zobaczyć!" – podbiegła do nich z telefonem w ręku. Kendra i Peyton natychmiast mnie puściły.

"O mój Boże!" – wszystkie trzy westchnęły niemal jednocześnie.

"Będzie przyjęcie z okazji zjazdu trzech najpotężniejszych Watah". Kendra wydawała się niesamowicie podekscytowana.

"I mamy szczęście, że nas zaproszono!" – dodała z radością Peyton.

"Mamy imprezę do przygotowania! Musimy kupić nowe ubrania, dziewczyny. Jak myślicie?" – wtrąciła Peyton.

"To nie wszystko. Czy to nie oznacza, że Crestwood znów otworzy swoje sale lekcyjne?" – nawet Lexi wyglądała na przejętą.

"Myślę, że tak. To świetna wiadomość!" – zaczęły skakać z radości, zapominając o mnie, obiekcie ich drwin. A może po prostu dały mi chwilę oddechu, choć ich podekscytowanie oznaczało tylko nową energię do znęcania się nade mną. Ku mojemu zaskoczeniu, wybiegły z klasy, piszcząc z zachwytu i skacząc z radości.

Z trudem podniosłam się na nogi, oddychając głęboko z powodu bólu zadanego mi przez te trzy jędze; na mojej twarzy pojawił się grymas.

Bycie omegą oznaczało jedno – że byłam nikim, że nigdy nie zasiądę przy głównym stole, a jedynie będę sprzątać po innych. Ludzie nie musieli wiele mówić. Ich działania pokazywały, że jestem niechciana, że tolerowano mnie tylko do czasu, aż będą mogli się mnie pozbyć.

Byłam dla nich nikim więcej niż niewolnicą; jedynymi korzyściami, jakie mi zapewniali, była możliwość uczęszczania do najlepszej szkoły w mieście, jedzenie i większość podstawowych potrzeb życiowych.

Nawet w szkole te trzy dziewczyny nigdy nie dawały mi spokoju. Walczyłam z napływającymi łzami, które groziły mi załamaniem, ale nie potrafiłam ich powstrzymać. Płynęły swobodnie, gdy schyliłam się, by podnieść torbę i pozbierać rozsypane na podłodze książki.

Z sfrustrowanym jękiem wyciągnęłam telefon z kieszeni. Moje oczy niemal wyszły z orbit, gdy zobaczyłam godzinę. Luna Corrine poda moją głowę na tacy. Nie, wbije ją na pal.

Jakby przez zbieg okoliczności, mój telefon zapikał, sygnalizując wiadomość. Natychmiast przetarłam łzy.

Prześlizgnęłam się wzrokiem po tekście, a na mojej skórze pojawiła się gęsia skórka, zaś serce wypełnił lęk.

"Ty tępaczko! Czy muszę ci przypominać, że mamy imprezę do przygotowania?! Czy muszę ci przypominać, jak ważni są ci trzej Alfowie?! Jeśli nie pojawisz się tu w ciągu trzydziestu minut, pożałujesz, że kiedykolwiek mnie poznałaś".

Czytaj