Kecz Ananke dryfował przez świat mgły. Gęste opary otaczały go ze wszystkich stron, przesycone ponurym zmierzchem. Wszystkie dźwięki wydawały się jednocześnie stłumione i wyolbrzymione, niosąc się echem po rozległej połaci zasłoniętej wody. Sunny nie widział zbyt daleko. Nawet jego cień-zmysł był przytępiony przez mistyczną mgłę. To był znajomy widok. „Rzeczywiście… już tu byłem”.
To było dokładni






