Cały czas czekałam w pokoju. W końcu zadzwonił Lance.
„Dixon jest w złym stanie. Ciągle cię szuka. Za kilka dni zabiorę go do psychiatry” – wyjaśnił.
Trudno mi było odpowiedzieć. „Dixon mnie nie poznaje”.
Jeśli mnie nie poznawał, to jak mógł mnie ciągle szukać?
„Ciągle woła Carol”.
Zapomniał o mnie, ale pamiętał moje imię. Słysząc to, poczułam w sercu falę goryczy; poczułam się przygnębiona, tonąc






