Gabinet był w ruinie.
Ximena leżała nieprzytomna na sofie, jej jasna bluzka była przesiąknięta krwią z rany na ramieniu.
Pierś Zeke'a ścisnęła się na ten widok — fala intensywnego bólu uderzyła w niego niczym cios w serce.
To słowo, od dawna pogrzebane w jego gardle, zadrżało na granicy wypowiedzenia. Oczy go piekły.
— Mamo…
To był łamiący się, zdławiony szept — taki, który przyszedł zbyt późno.
—






