Sotiria parsknęła: „Ruszaj tyłek do auta”.
„Dobrze! Wchodzę, już wchodzę... Już wsiadam...” Virginia, oszołomiona przerażeniem, natychmiast weszła do samochodu.
Brwi Sotirii były mocno ściągnięte. Jej spojrzenie było mordercze i ostre jak brzytwa. „Zamknij drzwi”.
„Tak!” – Virginia posłusznie wykonała polecenie. Wpatrywała się w pistolet w dłoni Sotirii, a pot spływał jej po twarzy, jakby w aucie






