Dopiero wtedy Sotiria nieco się odprężyła. Jej usta wciąż jednak drżały.
— O jakich...
— Wyjdź za mnie — powiedział Zachary.
Jego twarz przypominała lodowiec.
„Słucham?”
Myśli Sotirii zawirowały.
Zachary spuścił swoje lśniące, krystaliczne oczy, wpatrując się w jej może niezbyt urodziwe, ale delikatne rysy.
— Zanim tu przyszłaś, mówiłaś, że nie chcesz być wyśmiewana, że chcesz oczyścić swoje imię.






