

Autor: Joooooe
„Chcę rozwodu, Seraphino. Jesteś podłą kobietą!” Pięć lat temu Alistair Blackwood rzucił dokumenty rozwodowe swojej żonie prosto w twarz na podstawie sfabrykowanego zdjęcia, nieświadomy, że nosi ona pod sercem jego dziecko. Ścigana aż do krawędzi urwiska przez zbirów nasłanych przez jego kochankę, Seraphina zniknęła w otchłani. Teraz światowej sławy prawniczka, Seraphina Thorne, powraca do Los Angeles – nie jako uległa żona, lecz jako królowa sali sądowej. Kiedy wchodzi do gabinetu Alistaira z chłodnym półuśmiechem, prześladują go jej znajome błękitne oczy oraz postać małej dziewczynki ukrytej w jej domu, która ma identyczne rysy twarzy jak on sam. Gdy prawda o „winnowłosej” oszustce wychodzi na jaw, arogancki prezes uświadamia sobie, że nie tylko stracił żonę – stracił własną duszę. Ale czy nie jest za późno dla mężczyzny, który wybrał kochankę zamiast własnej krwi?
„Chcę rozwodu, Seraphino, jesteś bezwstydną kobietą!” Okrutne słowa jej męża, Alistaira, przebiły jej serce, a oczy zaszły łzami.
Evangeline leżała na łóżku w swoim pokoju, gdy drzwi otworzyły się z hukiem i do środka wtargnął Alistair z brązową kopertą w dłoni.
„C… co ty mówisz?” – zmarszczyła brwi.
To nie był pierwszy raz, kiedy mąż wypowiadał do niej te słowa, ale dzisiaj wydawało się to inne; w dodatku trzymał brązową kopertę, co do której żarliwie się modliła, by nie okazała się dokumentem rozwodowym.
„Wiele razy docierały do mnie plotki o twoich plugawych czynach, a ja zawsze wolałem puszczać je mimo uszu. Myślałem, że to nieprawda, ale błędem było to ignorowanie!” – górował nad nią, krzycząc.
„Nigdy nie zrobiłam niczego, co zasługiwałoby na takie miano, Alistairze” – jej głos się załamał.
„Evangeline, miałaś czelność spotykać się z innymi mężczyznami za moimi plecami, a jakby tego było mało, oddawałaś im się jak pospolita nierządnica!”
„Nie pozwolę, by moje morale było mieszane z błotem, Alistairze. Ty, ze wszystkich ludzi, nie powinieneś wytykać innych palcami. Milczałam ze względu na warunki dołączone do naszego małżeństwa i tylko patrzyłam, jak obnosisz się ze swoją kochanką na oczach wszystkich. W tym nie widziałeś nic złego, ale…”
„Próbujesz zatuszować swój grzech, wciągając w to Margot? To i tak nie zmieni faktu, że sypiałaś z innym mężczyzną!” – wrzasnął.
„Nie powinieneś oskarżać mnie o tak niemoralny czyn, Alistairze. Ja…”
„Nazywasz to oskarżeniem?” – skrzywił się, podsuwając jej telefon pod samą twarz.
Evangeline zmrużyła oczy, wzięła od niego telefon i spojrzała na zdjęcie.
To ona była na tym zdjęciu. To ona leżała pod kołdrą w hotelowym pokoju. Kolejne zdjęcie pokazywało ją z mężczyzną pod pościelą.
„C… co to jest?” – zachwiała się, gdy Alistair wyrwał jej telefon.
„To nie ja, przysięgam!” – zawołała z płaczem.
„Więc kto? Zamierzasz kogoś innego o to obwinić?”
„To fotomontaż! To nie byłam ja, proszę, uwierz mi!”
„I co jeszcze? Że obnosiłem się z kochanką? Dobrze wiedziałaś, że kochałem Margot, zanim pociągnęłaś za sznurki, by mój dziadek zmusił mnie do ślubu z tobą. Nawet po tym bagnie, które narobił twój ojciec, mój dziadek przymknął na to oko i zmusił mnie do tego małżeństwa!”
„Ale co teraz? Jedyna osoba, która mogłaby stanąć po twojej stronie, leży na łożu boleści, a zanim się obejrzysz, ja przejmę Vanguard Global!”
Evangeline gwałtownie pokręciła głową, a łzy płynęły jej po twarzy. „Przysięgam, nigdy cię nie zdradziłam. Wiem, że mnie nie lubiłeś i nie kwestionowałam tego, ale proszę, zaufaj mi. To nie ja jestem na tym zdjęciu”.
„Zatrzymaj te kłamstwa dla siebie. Daję ci czas do końca dnia na podpisanie tego dokumentu” – z tymi słowami rzucił w nią papierami.
Evangeline pospiesznie padła na kolana i objęła jego nogi, gdy mężczyzna przygotowywał się do wyjścia z pokoju. Błagała, płacząc rzewnymi łzami: „Zrobię wszystko, o co poprosisz, ale proszę, nie możesz się ze mną rozwodzić. Ja… ja… Proszę, nie rób tego”.
„Jesteś bezwstydna i niewiarygodna” – siłą wyrwał nogi z jej uścisku, a potem syknął.
„Czekaj, chyba nie myślisz, że coś się między nami zmieniło z powodu tego, co wydarzyło się tamtej nocy?” – zatrzymał się i zapytał.
Evangeline rozchyliła usta, lecz nie wydobyło się z nich żadne słowo. Alistair pamiętał, co wydarzyło się tamtej nocy?
Czuła się tak całkowicie pokonana, że pomyślała, iż zaraz umrze.
Zanim się obejrzała, podwójne drzwi jej pokoju trzasnęły z hukiem, sprawiając, że wzdrygnęła się gwałtownie.
Gdy upewniła się, że wyszedł, wyjęła z kieszeni test ciążowy, spojrzała na dwie czerwone kreski i westchnęła.
Nie było mowy, by powiedziała temu człowiekowi, że nosi już jego dziecko.
Prawdopodobnie zabrałby ją do szpitala i pozbył się jej wraz z dzieckiem, albo co gorsza, kazałby jej urodzić i odebrałby jej niemowlę.
Czy jej mąż zmieniłby zdanie, gdyby wiedział, że jest już w ciąży?
Ale z drugiej strony, właśnie została oskarżona o zdradę; nie było szans, by uwierzył, że dziecko naprawdę należy do niego.
Kilka miesięcy wcześniej Alistair upił się i próbował wymusić na niej bliskość. Dobrowolnie pozwoliła swojemu pijany mężowi na stosunek, mając nadzieję, że coś się między nimi zmieni.
Jednak nastał następny poranek, a jej mąż zachowywał się tak, jakby nic się między nimi nie wydarzyło.
Oczywiście, nie było możliwości, by zapomniał o tym, co zaszło.
Ich małżeństwo miało trwać rok, ale ponieważ dziadek Alistaira darzył ją szczególnymi względami i bardzo ją kochał, nie mogli sfinalizować rozwodu, gdyż Alistair darzył dziadka wielkim szacunkiem. Teraz jednak, gdy dziadek uległ wypadkowi i był w śpiączce, nic nie stało na przeszkodzie, by rozwód doszedł do skutku.
Po chwili Evangeline podniosła papiery rozwodowe, wstała i usiadła na krawędzi łóżka. Zaczęła czytać warunki umowy. Jeśli podpisze papiery, otrzyma piętnaście milionów dolarów odprawy.
Odłożyła dokumenty i dotknęła swojego brzucha. To powinno z nawiązką wystarczyć na potrzeby jej nienarodzonego dziecka.
Evangeline zaśmiała się, spoglądając na zdjęcie ślubne jej i Alistaira, które powiesiła na ścianie. Był to śmiech podszyty bólem, nędzą i poczuciem winy.
Była żałosna. Bardzo żałosna.
Gdyby tylko odrzuciła propozycję dziadka Alistaira, by poślubić jego wnuka w zamian za darowanie win jej ojca… Może nie ugrzęzłaby tak nędznie w tym piekle, które nazywa małżeństwem.
Może winy jej ojca i tak zostałyby przebaczone.
Może tak, a może nie.
Fakt, że opuści domostwo, nie bolał tak bardzo, jak świadomość, że jej dziecko może cierpieć bez ojca u boku.
Evangeline ziewnęła leniwie i odchyliła się, aż jej plecy dotknęły miękkiego materaca.
Tylko jedna osoba będzie najbardziej uradowana tą wiadomością – jej teściowa.
W końcu ta kobieta również chciała dla swojego syna jego kochanki.
Seraphina nie wiedziała, jak długo rozmyślała nad swoim nędznym losem. „Odejdę. To jedyne słuszne wyjście” – powiedziała, zanim ostatecznie zapadła w sen.