— Co my tu robimy? — pytam po raz milionowy. — I serio, Sasha. Co to za miejsce? — wykrzykuję, ledwo łapiąc równowagę. Schodzę za nią po ceglanych schodach. Cegły są z jakiegoś powodu mokre. Lepkie, a powietrze wilgotne. Wilgotne ściany tylko pogarszają sprawę. Odgłos moich butów na ceglanych schodach odbija się echem w ciszy. — Przysięgam na Matkę Boską Zielną, Sasha, jeśli myślisz, że to zabawne






