Noelle jeszcze smacznie spała.
Elsie leżała obok niej, szeroko rozbudzona, z otwartymi oczami utkwionymi w suficie. W słabym srebrnym blasku księżyca, jej zazwyczaj niewinne, błękitne oczy lśniły odległą, lodowatą ostrością – zniknęło spojrzenie przestraszonej sarny, zastąpione czymś zimnym, odrętwiałym i śmiertelnym, jak u kogoś, kto widział zbyt wiele rozlewu krwi.
Bezszelestnie, powoli podniosł






