W laboratorium Bennetta Noelle wciąż była przypięta do fotela testowego.
Jej pięści były zaciśnięte tak mocno, że żyły na wierzchu dłoni wybrzuszały się pod bladą skórą. Mocno zagryzła dolną wargę, ale pomimo wysiłków, by milczeć, ciche jęki bólu wciąż się z niej wydobywały.
Krople potu spływały po jej czole, kapiąc nieprzerwanym strumieniem po twarzy i z brody, tworząc małą kałużę pod krzesłem.
W






