– Ależ jesteś – szepnął Fred, choć jego słowa brzmiały ogłuszająco. Poczułam dreszcze rozkoszy, przeszywające mnie jak wołowina wrzucona na głęboki olej. Trudno było stłumić te emocje. Zresztą, wcale nie chciałam tego robić.
Położył dłoń pod moją szczęką i zmusił mnie, bym na niego patrzyła. Jego złote oczy wwiercały się w moje, a jego spojrzenie mówiło więcej niż usta kiedykolwiek mogłyby wyrazić






