– Tak, mój słodki aniele – odkrzykuje, patrząc na nas. – Już idę!
Uśmiech nie znika z jej twarzy, gdy przeszywa nas wzrokiem, a jeden czerwony paznokieć stuka o framugę drzwi. Całe moje życie przelatuje mi przed oczami, gdy rozważam wszystkie sposoby, w jakie Carter mnie skrzywdzi, powoli torturuje, nigdy tak naprawdę nie zabijając, tylko po to, żeby mógł to zrobić wszystko od nowa.
– Jeszcze o ty






