– Nie – chichocze. – Po prostu bardzo się o ciebie martwimy, bo… – chichot – …podobno jesteś tylko… – parska – …trójką na pięć w skali całowania – wykrztusza w końcu, prawie zagłuszona wybuchem śmiechu mojego taty.
– Na litość boską. Wy dwie jesteście okrutne.
– I nie poczuła połączenia dusz! – dyszy, łapiąc powietrze, a moje oczy znajdują stałe miejsce z tyłu mojej głowy.
– Nie zapomnij o języku!






