Noc była czarna jak smoła.
Śnieg nieustannie padał gęsto.
W blasku przydrożnych latarni malowała się jakaś posępna uroda.
Blake szedł wiejską ścieżką wiodącą na zewnątrz.
Rodzinne strony George'a były bardzo odosobnione.
Droga była bardzo wyboista. Na pewnym odcinku ścieżki góry wznosiły się po obu stronach.
Nawet dorosły bałby się pokonać taką drogę, a co dopiero dziecko.
Jednak na twarzy Blake'a






