Gdy tylko Mateusz otworzył usta, wiedziałam, co zamierza powiedzieć. Wolałabym, żeby tego nie robił. Bo nie chciałam odpowiadać przecząco, ale nie pozostawił mi wyboru. Może i jest między nami lepiej, ale to jeszcze nie czas, żebym zgodziła się na oświadczyny.
– Co do cholery, Samanto? Co się tu, na Boga, właśnie wydarzyło? – pyta Mateusz, wchodząc za mną do łazienki.
– Możemy o tym nie rozmawia






