Zanim zdążyłam dokończyć, Declan podszedł do mnie. Objął mnie jedną ręką w talii, a drugą potylicę. Złączył moje usta ze swoimi.
Na chwilę wryło mnie w ziemię, ale kiedy oprzytomniałam, ze wszystkich sił próbowałam go odepchnąć. Jak mogłam go ruszyć?
Był jak Giewont.
Po jakichś dwóch minutach szarpaniny opadłam z sił. Jego dłonie były jak żelazne imadła, całkowicie mnie unieruchamiając, nie pozwal






