languageJęzyk
Jego sześciu sekretnych dziedziców: „Bezpłodna” była żona prezesa-placeholderJego sześciu sekretnych dziedziców: „Bezpłodna” była żona prezesa

Jego sześciu sekretnych dziedziców: „Bezpłodna” była żona prezesa

Autor: Anya Moreau

Czytaj
Ostatnia aktualizacja: 13 kwi 2026
100 Rozdziały
530.6K słów

„Przestań zgrywać niewiniątko. Oboje wiemy, dlaczego tu jesteś” – warknął bezwzględny miliarder, a jego oczy pociemniały od dzikiego pożądania. „Rządzę całym NorthHill i tej nocy mi nie uciekniesz. Rozbierz się”. Przez trzy lata udręki Amy odgrywała rolę oddanej żony tylko po to, by przyłapać męża na zdradzie z sekretarką. Jakby sama zdrada nie była wystarczającym ciosem, okrutnie zakpili z jej największego bólu – nazywając ją „bezpłodną” nieudacznicą. Zdruzgotana, lecz zdeterminowana, Amy podpisała papiery rozwodowe, udała się do lokalnego klubu na jedną, szaloną noc buntu, zapłaciła przystojnemu nieznajomemu i zniknęła z miasta. Sześć lat później rzekomo bezpłodna kobieta powraca. A wraz z nią sześcioro oszałamiająco identycznych dzieci – trzech chłopców i trzy dziewczynki. Gotowa na nowy początek Amy znajduje pracę w korporacji, by wkrótce odkryć przerażającą prawdę: jej nowy, despotyczny szef-miliarder to dokładnie ten sam mężczyzna, którego sześć lat temu kupiła na jedną noc. Gdy bezwzględny samiec alfa zaczyna ją osaczać, zupełnie nieświadomy sześciu małych sekretów czekających na nią w domu, czy Amy zdoła ukryć swoją rodzinę przed najniebezpieczniejszym mężczyzną w mieście?

Pierwszy rozdział

Amy była zajęta pracą na laptopie, gdy jej telefon nagle zapiszczał. Prawie go zignorowała, tak bardzo była pochłonięta swoimi sprawami, ale w końcu zdecydowała się spojrzeć na ekran, gdy połączenie dobiegało już niemal końca.

Widząc na wyświetlaczu imię Joan, sekretarki jej męża, szybko odebrała, zastanawiając się, w jakim celu kobieta mogła dzwonić. Zapisała numer Joan tylko dlatego, że ta była sekretarką jej męża i w dni, kiedy Amy nie mogła dodzwonić się do Callana w pracy, po prostu kontaktowała się z Joan, by przekazała mu telefon.

Jednak teraz po raz pierwszy to Joan dzwoniła do niej. Odebrała, delikatnie przykładając aparat do ucha, ale sprośne dźwięki, które usłyszała, wprawiły ją w osłupienie i głęboki niepokój.

Musiała ponownie spojrzeć na ekran telefonu, by upewnić się, że to faktycznie Joan nawiązała połączenie. Znów przyłożyła telefon do ucha i usłyszała to samo – twarde i głośne jęki, które wyraźnie świadczyły o tym, że ktoś właśnie uprawia z nią ostry seks.

Po tych kilku razach, kiedy Amy rozmawiała z Joan, potrafiła rozpoznać jej głos i wiedziała, że te jęki bez wątpienia należą do niej. Czyżby przypadkowo wybrała jej numer podczas intymnych uniesień ze swoim chłopakiem? Amy pomyślała, że to pewnie pomyłka, więc chciała się rozłączyć, ale to, co usłyszała w następnej sekundzie, sprawiło, że o mało nie spadła z krzesła.

Musiała odsunąć laptopa, by upewnić się, że dobrze słyszy. Wsłuchała się uważnie i usłyszała, jak Joan powtarza: "Pieprz mnie, kochanie... Callan, wejdź głębiej, uwielbiam to... o mój Boże!".

Serce Amy ogarnął tak wielki niepokój i wzburzenie, że aż musiała wstać. To niemożliwe. Doszła do tego wniosku i rozłączyła się. Ufała Callanowi bezgranicznie i kochała go nad życie. Choć nie mogła jeszcze dać mu dziecka, oboje okazywali sobie miłość i czułość.

To niemożliwe, żeby Callan ją zdradzał. To po prostu nie mieściło się w głowie. Pokręciła głową, próbując w to nie uwierzyć. Być może Joan po prostu postanowiła nagle stać się czarnym charakterem w ich małżeństwie, ale, co smutne dla niej, to nigdy by nie zadziałało.

Amy usiadła z powrotem i chciała zignorować to, co się przed chwilą wydarzyło, ale cichy głos w jej wnętrzu nie pozwalał jej zaznać spokoju. W świecie, w którym wszystko jest możliwe, co jeśli Callan faktycznie ją zdradzał?

Kiedy tak tonęła w myślach, jej telefon krótko zapiszczał. Widząc, że to wiadomość tekstowa, wzięła go do ręki. Jej serce zabiło mocniej, gdy zorientowała się, że nadawcą jest nikt inny jak Joan.

Przeczytała wiadomość, w której kobieta kazała jej przyjechać pod wskazany adres. Był to hotel, a w SMS-ie podano dokładny numer pokoju, do którego miała się udać.

O co tu chodziło? Umysł Amy stał się jeszcze bardziej niespokojny. Zamknęła laptopa i szybkim krokiem ruszyła w stronę szafy. Miała na sobie domowe ubranie, a skoro zamierzała teraz wyjść, musiała się przebrać.

Gdy była już gotowa, wyszła z pokoju, by powiedzieć teściowej, która mieszkała z nimi w jednym domu, że ma pilną sprawę do załatwienia.

Podeszła do jej pokoju i zapukała, ale jej tam nie zastała. Gdzie indziej mogłaby być, jeśli nie w kuchni? Szybkim krokiem ruszyła w tamtą stronę, a gdy była już prawie przy drzwiach, usłyszała wybuch głośnego śmiechu. To była jej teściowa.

Po chwili śmiechu teściowa powiedziała, nieświadoma, że Amy stoi na zewnątrz: "Ta bezpłodna kobieta to taka idiotka, zastanawiam się, co mój syn w ogóle w niej widział? Tylko pożera pieniądze mojego syna i nie potrafi nawet dać mu dziecka! Nigdy nie widziałam tak bezwstydnej kobiety".

Po tych słowach znów się roześmiała; było oczywiste, że z kimś rozmawia przez telefon.

Amy nie mogła uwierzyć, że jej teściowa mogła powiedzieć coś takiego. Łzy niemal napłynęły jej do oczu, ale powstrzymała je. Wpadła do kuchni, a jej teściowa, Wilma, odwróciła się do niej natychmiast z walącym sercem.

Zaledwie trzydzieści minut wcześniej Amy powiedziała Wilmie, że będzie zajęta w swoim pokoju aż do wieczora; Wilma nie spodziewała się, że zjawi się tu o tej porze. Właśnie dlatego mogła tak swobodnie i beztrosko rozmawiać przez telefon.

Wilma zastanawiała się, czy Amy słyszała jej słowa. Po krótkiej chwili napiętej ciszy między nimi, Wilma udała kaszel i powiedziała: "Amy, yyy... Myślałam, że ty... Wychodzisz?".

"Mamo, boisz się?" – zapytała Amy z ironicznym uśmieszkiem, jakby wcale nie czuła bólu.

"Boję się... dlaczego?... dlaczego? Dlaczego miałabym?" – jąkała się.

"Wychodzę, mam coś ważnego do zrobienia" – powiedziała Amy i odwróciła się, celowo zostawiając kobietę w zmieszaniu. Wilma nie mogła być pewna, czy Amy słyszała, co mówiła przez telefon, czy nie.

Amy w mgnieniu oka dotarła do hotelu i ruszyła w stronę konkretnych drzwi, które Joan wskazała w wiadomości.

Początkowo chciała zapukać, ale to nie byłoby mądre posunięcie. Nacisnęła klamkę, a drzwi się otworzyły. Oczy niemal wyszły jej z orbit, gdy zobaczyła nagich Callana i Joan. Prawdę mówiąc, w momencie, gdy weszła, Joan robiła Callanowi loda.

Torebka Amy upadła na podłogę, a jej nogi natychmiast stały się jak z waty. Modliła się, żeby to był tylko sen. Gorące łzy spłynęły po jej policzkach, a w sercu poczuła potworny, rozrywający ból.

"Call...an!" – zdołała wykrztusić przez łzy i cierpienie.

Jednak ku jej zaskoczeniu Callan się roześmiał. Joan dołączyła do śmiechu, opierając się na nim. Żadne z nich nie odczuwało najmniejszych wyrzutów sumienia.

"Dlaczego płaczesz, bezpłodna lafiryndo?" – zapytał Callan. "Naprawdę myślałaś, że będę cię znosił w nieskończoność? Och! Więc nie chcesz, żebym miał dziecko. To twoje przeznaczenie nie mieć dzieci, bo jesteś bezpłodna, ale to nie jest moje przeznaczenie".

Amy zapłakała jeszcze głośniej. Nie mogła uwierzyć, że jej niegdyś ukochany mąż mógłby kiedykolwiek powiedzieć coś takiego. Czy zdradzał ją przez cały ten czas? Czy zaczęło się to niedawno? Przecież kiedyś ją kochał, co się zmieniło?

"Ona jest naprawdę dobra w płaczu" – powiedziała Joan do Callana i prychnęła.

Amy miała ochotę rzucić się na nią i uderzyć ją czymś metalowym w głowę, ale czy to wina Joan, że mąż ją zdradził? Wina leżała całkowicie po stronie Callana. Zdradził jej miłość i zaufanie.

Nagle na jej ustach wykwitł ironiczny uśmiech, a łzy przestały płynąć. "Zdradziłeś mnie, Callan. To koniec między nami".

Podniosła torebkę i wyszła z pokoju, ale ledwie zdążyła zrobić kilka kroków na korytarzu, osunęła się po ścianie i gorzko zapłakała. Ból, który odczuwała w tej chwili, był najgorszym, jakiego kiedykolwiek doświadczyła w całym swoim życiu.

Miała wrażenie, że jedynym sposobem, by sobie z tym poradzić, było odebranie sobie życia. Wkrótce wsiadła do samochodu, pojechała wściekła do sądu, złożyła wniosek o rozwód i wróciła do domu.

Zastała teściową pijącą ciepłą herbatę w jadalni. Położyła przed Wilmą papiery rozwodowe, które na razie były podpisane tylko przez nią, i powiedziała: "Mamo, słyszałam, co mówiłaś przez telefon, zanim wyszłam".

Wilma o mało się nie zakrztusiła, słysząc to. Amy przesunęła papiery w jej stronę i dodała: "Przyłapałam też Callana na zdradzie z jego sekretarką. To oczywiste, że nie jestem już mile widziana w tej rodzinie. Oto papiery rozwodowe, podpisałam je. Kiedy wróci do domu, każ mu je podpisać i przekaż, że odeszłam".

Wilma w głębi duszy była niezwykle szczęśliwa, że Amy w końcu zostawi Callana, ale jej twarz przybrała ponury wyraz, jakby była z tego powodu smutna.

"Nie udawaj smutnej, mamo. Obie wiemy, że nie chcesz mnie dla swojego syna" – powiedziała Amy i odwróciła się, by odejść, ale Wilma wstała i zabrała głos.

"Dokąd idziesz?" – zapytała Wilma, nie widząc już sensu w ukrywaniu swoich prawdziwych intencji.

Amy odwróciła się do niej i odpowiedziała: "Oczywiście po to, by zabrać swoje rzeczy".

"Callan powiedział, że nie wolno ci stąd zabrać ani jednej rzeczy. Wszystko, co tu masz, zostało kupione za jego pieniądze, więc po prostu wyjdź" – rzuciła bezlitośnie Wilma.

Amy poczuła jeszcze większy ból, słysząc te słowa, ale zdołała przywołać na usta chłodny uśmiech. "Jasne!"

Najcenniejszą rzeczą, jaką posiadała, była bransoletka, którą lata temu podarowała jej matka. Ponieważ miała ją na nadgarstku, spojrzała na drzwi wyjściowe i powoli, z bólem w sercu, odeszła.

Czytaj