languageJęzyk

Od pierwszej miłości do przysięgi małżeńskiej, George Capulet i ja byliśmy nierozłączni. Ale w siódmym roku naszego małżeństwa, on zaczął romans ze swoją sekretarką. W moje urodziny zabrał ją na wakacje. W naszą rocznicę przyprowadził ją do naszego domu i kochał się z nią w naszym łóżku... Ze złamanym sercem podstępem nakłoniłam go do podpisania papierów rozwodowych. George pozostał niefrasobliwy, przekonany, że nigdy go nie zostawię. Jego oszustwa trwały aż do dnia, w którym rozwód został sfinalizowany. Rzuciłam mu dokumenty w twarz: "George Capulet, od tej chwili wynoś się z mojego życia!" Dopiero wtedy panika zalała jego oczy, gdy błagał mnie, abym została. Kiedy jego telefony zalały mój telefon później tej nocy, to nie ja odebrałam, ale mój nowy chłopak, Julian. "Czy nie wiesz," Julian zaśmiał się do słuchawki, "że porządny były chłopak powinien być cichy jak trup?" George syknął przez zaciśnięte zęby: "Daj mi ją do telefonu!" "Obawiam się, że to niemożliwe." Julian złożył delikatny pocałunek na mojej śpiącej postaci wtulonej w niego. "Jest wyczerpana. Właśnie zasnęła."

Pierwszy rozdział

Louisa Forbes zerknęła na zegar ścienny – zbliżała się północ, a George Capulet wciąż nie wracał. Po dziesięciu latach bycia razem i siedmiu latach potajemnego małżeństwa, to były jej pierwsze urodziny bez niego.

Ponieważ ją zdradzał.

W jej urodziny wyjechał na zagraniczne wakacje ze swoją kochanką.

Louisa w milczeniu zjadła ostatni kęs urodzinowego tortu i wstała, by sprzątnąć ze stołu.

Zaledwie skończyła sprzątać, wrócił z ujmującym uśmiechem na twarzy.

Najwyraźniej jego wyjazd był niezwykle udany.

Wchodząc do salonu, dostrzegł Louisę siedzącą na kanapie i na moment zamarł.

Uśmiech zniknął z jego twarzy, gdy rzucił niedbale marynarkę na sofę. – Dlaczego jeszcze nie śpisz? – zapytał.

– Czekałam na ciebie.

Jej słowa brzmiały płasko, wyzute z jakichkolwiek emocji.

George podszedł do niej, a jego głęboki głos przybrał łagodny ton. – Mówiłem ci, że ostatnio byłem zajęty. Powinnaś odpoczywać, kiedy tego potrzebujesz, nie czekaj na mnie po nocach.

Louisa doskonale wiedziała, że „ostatnio byłem zajęty” oznaczało zajęty zabawianiem kochanki.

Nie wypominając mu tego, wzięła ze stołu dwa dokumenty, a jej głos wciąż pozostawał spokojny. – Nie czekałam specjalnie na ciebie. Głównie potrzebowałam twojego podpisu na tych dwóch pilnych dokumentach.

Troskliwie przewróciła na strony wymagające podpisu i podała mu pióro.

Ponieważ zawodowo była jego osobistą sekretarką, proszenie go o podpisanie dokumentów nie było niczym niezwykłym.

Więc George podpisał obie umowy, nawet na nie nie zerkając.

Kiedy skończył, oddał jej dokumenty i pióro, po czym odwrócił się, by ruszyć na górę.

Gdy ją mijał, owionął ją silny zapach perfum.

Louisa rozpoznała w nim charakterystyczny zapach jego kochanki, Vivian Price.

Nagle zawołała za nim: – George, pamiętasz, jaki dzisiaj dzień?

George zmarszczył brwi, spoglądając na nią przez ramię. – Jaki dzień?

Jakaś rocznica? Sięgnął po telefon, by sprawdzić datę, gdy nagle rozległ się dźwięk powiadomienia.

Widząc od kogo przyszła wiadomość, kąciki jego ust mimowolnie uniosły się w górę.

Zapomniał odpowiedzieć na pytanie Louisy, pisząc odpowiedź i rzucając jej jedynie: – Odpocznij trochę. Cokolwiek to jest, może poczekać do jutra.

Po czym poszedł na górę.

Louisa patrzyła, jak znika, a wkrótce potem usłyszała szum wody pod prysznicem. Usiadła z powrotem na kanapie, trzymając w dłoniach dwa podpisane dokumenty.

Otworzyła pierwszy z nich, odsłaniając znajdującą się pod nim umowę – papiery rozwodowe.

Uśmiechnęła się gorzko.

Oparła się o oparcie kanapy i zamknęła oczy.

Ona i George, od szkolnych mundurków po suknię ślubną – pełna dekada spędzona razem.

Żadnej ceremonii, żadnego wesela. Po prostu za niego wyszła.

Wciąż pamiętała noc, w której odebrali akt małżeństwa, i to, jak wtedy płakał.

Mówił, że czuje się winny, iż tak oszukuje swoją ukochaną dziewczynę.

Obiecywał, że pewnego dnia podaruje jej wielki, wspaniały ślub, na jaki zasługiwała – taki, na którym otrzyma błogosławieństwo całego świata i nigdy nie pożałuje spędzonych z nim lat.

Ale w siódmym roku ich małżeństwa, gdy przeszli od startupu do debiutu giełdowego, zamiast obiecanego ślubu, dostała jego zdradę.

Skoro tak. Te papiery rozwodowe będą jej prezentem upamiętniającym jego romans.

Otworzyła oczy, niegdyś piękne i przejrzyste, w których teraz nie było niczego poza lodem.

Wyjęła telefon, zrobiła zdjęcie podpisanej umowy rozwodowej i wysłała je do swojej teściowej, Hazel Gray.

Trzy dni temu zdążyła już wynegocjować warunki z Hazel, uzbrojona w dowody romansu George'a.

Hazel poprosiła ją, by to ona zainicjowała rozwód i by zachowała ich potajemne małżeństwo w tajemnicy.

Zażądała dwóch miliardów dolarów rekompensaty.

Teraz, po miesięcznym okresie przejściowym, będzie mogła sfinalizować rozwód i wyrzucić George'a ze swojego życia na dobre.

Nie pragnęła już mężczyzny, który sam się splugawił.

Następnego ranka nie obudziła go jak zazwyczaj. Zjadła coś i wcześnie wyszła do pracy.

W biurze weszła do pokoju asystenta George'a.

– Panie Brooks – powiedziała – proszę zadzwonić do pana Capuleta o 8:35 i go obudzić. O 9:00 jest spotkanie.

Jared Brooks wzdrygnął się ze zdziwienia.

Był jedyną osobą w The Capulet Group, która wiedziała, że George i Louisa są małżeństwem.

Słysząc to, instynktownie zapytał: – Pani Capulet, czy pani i pan Capulet się pokłóciliście?

– Nie. – Louisa nie powiedziała nic więcej i wróciła do swojego biura.

Tego dnia mieli w planach ważny projekt – współpracę z The Taylor Group, a podpisanie umowy zaplanowano na 15:00.

Zadzwoniła, aby potwierdzić, że godzina nie uległa zmianie.

Po zakończeniu przygotowań, o 8:57, usłyszała poruszenie przy windach.

Louisa i wszyscy z biura zarządu udali się w okolice wind, ustawiając się w dwa równe rzędy.

George wyłonił się z windy, wysoki i wyprostowany w swoim idealnie skrojonym garniturze, a jego przystojna twarz nie wyrażała żadnych emocji.

Wszyscy zawołali chórem: – Dzień dobry, panie Capulet!

George skinął lekko głową, a jego wzrok spoczął na twarzy Louisy.

Przez siedem lat, by utrzymać ich potajemne małżeństwo w tajemnicy, nigdy nie zaszczycił jej drugim spojrzeniem w miejscu publicznym; zawsze wydawał się oziębły, jakby nic ich nie łączyło.

Louisa kiedyś myślała, że nawet jeśli nie chce publicznie przyznać się do ich związku, wystarczyłoby jej jedno wymowne spojrzenie, by czuła się szczęśliwa.

Ale teraz nie miało to już znaczenia. Już jej to nie obchodziło.

Zauważywszy, że coraz więcej oczu zwraca się w jej stronę, posłała George'owi profesjonalny uśmiech. – Ma pan jakieś polecenia, panie Capulet?

Jej nietypowo oficjalna postawa sprawiła, że twarz George'a sposępniała. – Nie.

Po tych słowach wszedł do sali konferencyjnej.

Louisa wiedziała, że był zły. Uznała to za niemal zabawne – to on oszukiwał, a jednak to on się wściekał.

Po spotkaniu wezwał ją do swojego biura.

Siedział w swoim dyrektorskim fotelu, obserwując, jak stoi w pewnej odległości po drugiej stronie jego wielkiego biurka.

Zmarszczył brwi. – Nie ma tu nikogo innego. Dlaczego stoisz tak daleko? Chodź tutaj!

Louisa nawet nie drgnęła, obrzucając go jedynie zimnym spojrzeniem. – Czego chcesz? Po prostu to powiedz.

George zmarszczył brwi jeszcze mocniej, po czym wstał i podszedł do niej.

Właśnie gdy miał się odezwać, z zewnątrz dobiegł rześki i wesoły stukot obcasów uderzających o podłogę.

Następnie drzwi jego biura otwarły się z rozmachem.

Młoda kobieta w czerwonej sukience weszła do środka lekkim krokiem.

Ignorując obecność Louisy, z twarzą promieniejącą młodzieńczym blaskiem, podeszła prosto do George'a i splotła swoje ramię z jego. – George, przyszłam wcześniej. Skończyłeś już pracę?

George nie odpowiedział, subtelnie odsuwając jej ramię, podczas gdy spoglądał na Louisę.

Louisa odwzajemniła się zimnym, sarkastycznym uśmiechem.

Naprawdę nie próbował już niczego ukrywać – nie tylko pokazywał się z kochanką na mieście, ale i przyprowadził ją prosto do biura.

Czyżby nie mogli znieść rozłąki choćby na chwilę?

Bez słowa odwróciła się, by wyjść.

Wyraz twarzy George'a pociemniał jeszcze bardziej, gdy zawołał ostro: – Louisa!

Czytaj