

Autor: Sinclair
Poślubienie najbardziej pożądanego miliardera w mieście miało być czystą transakcją biznesową. Victoria Mitchell znała zasady: udawaj uśmiechy, uczestnicz w galach i nigdy, przenigdy nie zakochuj się w Alexandrze Sterlingu. Alexander od pierwszego dnia jasno dał do zrozumienia, że jest tylko zastępstwem. Miał swoją sekretną kochankę, a Victoria musiała chronić dziedzictwo swojego ojca. To był zimny, pozbawiony miłości układ. Przynajmniej tak oboje myśleli. Zmuszeni do życia pod jednym dachem, napięcie między nimi przeistacza się z gorzkiej niechęci w tlącą się, zakazaną pożądliwość. Mężczyzna, który przysięgał, że nigdy jej nie dotknie, nagle nie może oderwać od niej rąk, a jego zaborcze spojrzenie śledzi każdy jej ruch. Ale gdy Victoria zaczyna dostrzegać opiekuńczego, namiętnego mężczyznę pod maską aroganckiego miliardera, cienie przeszłości grożą ich rozerwaniem. W świecie bogactwa, kłamstw i niebezpiecznych wrogów Victoria musi zdecydować: czy jest gotowa walczyć o mężczyznę, który miał być tylko jej mężem na papierze?
Punkt widzenia Victorii:
Jest już dziesięć po szóstej wieczorem, a ja wciąż jestem zupełnie sama w luksusowym apartamencie, w którym mam spotkać Alexandra Sterlinga, mojego przyszłego męża. Poza wszystkimi faktami, które wyczytałam o nim w artykułach prasowych, nadal jest dla mnie obcy.
Rozmawialiśmy ze sobą tylko dwa razy i za każdym razem w obecności naszych rodziców. Pierwszy raz podczas naszych prezentacji na imprezie firmowej, a drugi na przyjęciu urodzinowym mojego ojca, zorganizowanym przez pana Sterlinga, ojca Alexandra.
Poza tym nie rozmawialiśmy wcale. Próbowałam z nim wtedy porozmawiać, ale wydawał się mnie unikać i do dziś zastanawiam się dlaczego.
To pierwszy raz, kiedy mamy odbyć rozmowę w cztery oczy, i to on do mnie napisał, żebyśmy mogli się tutaj spotkać.
Nawet pomimo tego, że ponaglał mnie, abym była wcześnie, sam dość mocno się spóźnia i zaczynam się zastanawiać, czy w ogóle się pojawi.
Siedząc i czekając, nie mogę przestać rozglądać się po całym tym luksusie, w którym żyje on i jego rodzina. Nawet ten wspaniały hotel należy do jego rodziny. Jest potentatem biznesowym i miliarderem.
Niezależnie od tego, jak na to spojrzeć, robię to tylko dla mojego ojca, ponieważ ma to obrócić się na jego korzyść.
Podczas gdy myślę o wszystkich dobrych rzeczach dla mojej rodziny, które wynikną z tego małżeństwa, drzwi w końcu skrzypią i do środka wchodzi Alexander. Zwalnia na chwilę, spoglądając w dół na swój telefon i pisząc wiadomość, a następnie chowa go do kieszeni spodni. Ma na sobie czarny, skrojony na miarę garnitur.
Następnie kontynuuje zbliżanie się do okrągłego stołu, nawet na mnie nie patrząc, zajmując przy tym tak dużo przestrzeni aroganckim wymachiwaniem ramionami.
Mimo arogancji bijącej z mowy jego ciała, wciąż nie mogę przestać się na niego gapić, bo jest taki przystojny. Możemy się nie znać osobiście, ale nie mogę zaprzeczyć, jak bardzo jest atrakcyjny.
Kiedy dociera do okrągłego stołu, od niechcenia odsuwa krzesło po drugiej stronie i siada, przeczesując dłonią swoje jedwabiste włosy.
Spodziewam się, że odezwie się pierwszy, ale kiedy zajmuje mu to zbyt dużo czasu, czuję się niezręcznie, więc to ja coś mówię.
"Dobry wieczór" – posyłam mu uśmiech, starając się ze wszystkich sił, by wydawał się szczery.
"Trochę ci to zajęło" – odpowiada arogancko, a jego wyraz twarzy idealnie pasuje do tego nastawienia.
"Słucham?" Marszczę brwi, nie spodziewając się, że będzie tak bezpośredni w swojej arogancji.
Opiera się wygodnie na krześle, przechyla głowę i mówi: "Powinnaś była mnie przywitać w chwili, gdy tylko wszedłem".
Czy on mówi teraz poważnie? Jakież to protekcjonalne z jego strony, że tak mnie traktuje.
Przez całe życie nigdy nie należałam do osób, które ustępują, i zdecydowanie nie zamierzam zaczynać teraz. Właśnie dlatego próbuję coś powiedzieć i głośno sprzeciwić się temu niewiarygodnemu brakowi szacunku, jaki mi okazuje.
"Dlaczego oczekiwałeś, że cię przywi-"
"Wystarczy, przejdźmy od razu do rzeczy" – przerywa mi, wyciągając telefon.
Opieram się na krześle z prychnięciem czystego niedowierzania. Bez względu na to, jak bardzo się staram, nie potrafię ukryć swojego rozczarowania.
Jednak przypominam sobie, o co toczy się gra, więc obdarzam go lekkim skinieniem głowy.
"Dobrze, przejdźmy do rzeczy, tak jak powiedziałeś."
"Bierzemy ślub za kilka tygodni, o czym już wiesz, a kiedy to nastąpi, będziesz przez cały czas dostosowywać się do mojego harmonogramu" – stwierdza stanowczo, wiercąc we mnie wzrokiem, gdy pochyla się nad stołem. "Będziesz uczestniczyć we wszystkich wydarzeniach, które uznam za konieczne, czy ci się to podoba, czy nie."
Jego ton jest nie tylko niezwykle protekcjonalny, ale wręcz autorytarny, jednak to nie jest czas, bym wydawała się zastraszona, bo prawda jest taka, że nie jestem, dlatego prostuję ramiona i odważnie odwzajemniam jego spojrzenie.
"Zrozumiałam" – odpowiadam, a mój głos jest opanowany i nie zdradza żadnych widocznych oznak wahania. To nasza pierwsza prywatna rozmowa i nie pozwolę, by dostrzegł we mnie jakikolwiek znak słabości.
"I oczekuję, że będziesz utrzymywać odpowiedni wizerunek publiczny, niezależnie od tego, dokąd pójdziemy" – kontynuuje, wciąż protekcjonalnym tonem. "Jako moja żona, staniesz się moim odzwierciedleniem i nie będę tolerował żadnego zachowania, które mogłoby zszargać moją doskonałą reputację."
Biorę głęboki oddech, zaciskając pięści pod stołem i zmuszając się do zachowania spokoju. Ale w głębi duszy chcę po prostu na niego naskoczyć. Jednak nie mogę. Zbyt wiele od tego zależy.
"Jak sobie życzysz. Zrobię wszystko, co konieczne, by podtrzymać twój wizerunek" – odpowiadam, a mój ton ponownie jest stanowczy.
Mimo rozpalającego się we mnie gniewu, wiem, że muszę trzymać język za zębami ze względu na firmę mojego ojca. Już teraz wiem, że gdybym okazała jakikolwiek opór wobec czegokolwiek, co on mówi, nie ma absolutnie żadnych wątpliwości, że to tylko jeszcze bardziej skomplikowałoby sprawy.
Chociaż zgadzam się na małżeństwo z rozsądku, nie pozwolę, by jego arogancja i protekcjonalne nastawienie mnie złamały. Odegram swoją rolę w tej farsie, a wszystko to w imię ratowania tego, co jest dla mnie najważniejsze.
Poślubienie go to jedyny sposób na zapewnienie stabilności finansowej, której moja rodzina tak desperacko potrzebuje. Staram się odsunąć na bok swoje uczucia i skupić na szerszej perspektywie.
Przed spotkaniem z nim tutaj zakładałam, że mieliśmy się poznać, ale teraz wiem, że to wszystko nie ma dla niego żadnego znaczenia. Już widzę, że nasze interakcje będą pozbawione jakichkolwiek prawdziwych emocji czy więzi.
Gdy patrzę, jak mówi dalej, nie przestając pisać na telefonie, jego słowa tną mnie jak nóż. Nie potrafię zignorować ściskającego uczucia w żołądku. Jest takim dupkiem.
"Wspominałem już, jak będziesz uczestniczyć we wszystkich wydarzeniach, które uznam za konieczne, i utrzymywać określony wizerunek publiczny. Skoro to już omówiliśmy, jest coś ważnego, o czym chcę pomówić oddzielnie. Wiesz o sierocińcu i szpitalu dziecięcym, które założyłem lata temu?"
"Tak."
"Te dzieci są dla mnie cenne, więc nawet jeśli cię to nie obchodzi, zachowuj się, jakby ci zależało, gdy kamery będą włączone."
Jego ton jest wręcz groźny, a ja zastanawiam się, jakim cudem taki arogancki dupek jak on tak głęboko troszczy się o potrzebujące dzieci. To jedyna rzecz, którą w tej chwili potrafię w nim docenić.
Następnie ponownie przykuwa moją uwagę, gdy zmienia temat.
"Żebyś wiedziała, nie byłaś moim pierwszym wyborem. Robię to ze względu na ojca. Nie pozwoli mi przejąć firmy, dopóki nie będę żonaty, i to musisz być ty."
Przyciskam zęby do języka, żeby zachować spokój. Właśnie teraz zastanawiam się, jak spędzę resztę życia z Alexandrem, który widzi we mnie tylko pionka w swojej grze o władzę i kontrolę.
Bez względu na to, jak się teraz czuję, po raz kolejny przypominam sobie, że to dla wyższego dobra i zrobię wszystko, by uratować firmę ojca, nawet jeśli oznacza to, że będę musiała w tym procesie poświęcić własne szczęście.
To nie jest historia miłosna, jakiej bym chciała. W idealnym scenariuszu powinno to być małżeństwo pełne miłości i szczęścia, a nie tylko zimny kontrakt.
Ale niezależnie od tego, jak bardzo już go nie lubię, będę tolerować jego arogancję i chłód. Stanę się perfekcyjną żoną, nawet jeśli to będzie oznaczało porzucenie moich własnych marzeń.
Jedynym jasnym punktem tego wszystkiego jest to, że cała jego rodzina mnie kocha.
"Lepiej zapamiętaj wszystko, co ci właśnie powiedziałem" – mówi do mnie, w końcu opierając się na swoim krześle.
Natychmiast spogląda w dół na telefon, żeby znowu coś napisać. Najmniejsze, co mógłby zrobić, to odłożyć na razie telefon, dopóki tu nie skończymy, ale to tylko pokazuje, jak bardzo nie szanuje mojej obecności.
Mimo moich uczuć odpowiadam stanowczo: "Zanotowałam wszystko".
"Dobrze. Jakieś pytania?"
Już mam ochotę wyjść z tego apartamentu z powodu tego, jak bardzo jestem smutna, ale muszę zostać i przynajmniej udawać, że chcę tu być.
To jest moment, w którym powinnam zadawać pytania, ale nie mam absolutnie o co pytać takiego dupka jak on.
"Nie mam o co pytać". Kręcę głową.
"Za to ja mam o co zapytać. Jesteś dziewicą?"
Jego pytanie kompletnie mnie zaskakuje i moje oczy lekko się rozszerzają. On nie przerywa kontaktu wzrokowego, a jego arogancja ani trochę nie słabnie.
Szybko biorę się w garść, żeby odpowiedzieć. "Tak, jestem."
Gdy tylko udzielam mu odpowiedzi, unosi brwi.
"I pozostaniesz dziewicą. Nigdy nie zamierzam cię dotknąć" – mówi do mnie.
"Pasuje mi to."
"Ale tylko spójrz na siebie". Gładzi się po brodzie, patrząc na mnie z drugiej strony stołu, po czym opanowuje się na dźwięk otwieranych drzwi. "Czas, żebyś poznała Isabellę."
"Kim jest Isabella?" Jestem kompletnie zdezorientowana.
"Nią". Wskazuje na drzwi za sobą, a ja nadal nic nie rozumiem.
Gdy drzwi się otwierają, wchodzi wysoka dziewczyna o idealnej figurze, a jej długie, falowane blond włosy tylko dodają uroku obcisłej, efektownej sukience i wysokim obcasom.
Choć skupiam się głównie na niej, spoglądam na niego kilka razy, a on wciąż wpatruje się we mnie intensywnie. Co się dzieje w jego głowie?
Odwracam wzrok i znów skupiam się na Isabelli. Nadal nie wiem, kim ona jest, i mam nadzieję, że wkrótce wszystko mi wyjaśni.
Kiedy zbliża się do stołu, przeżywam szok, gdy on chwyta ją za talię, pochyla się, żeby mogła wygiąć plecy, po czym zatracają się w namiętnym pocałunku tuż w mojej obecności.