languageJęzyk
Żona z Kontraktu Miliardera-placeholderŻona z Kontraktu Miliardera

Żona z Kontraktu Miliardera

Autor: Sinclair

Czytaj
Ostatnia aktualizacja: 3 kwi 2026
222 Rozdziały
298.2K słów

"""Żeby było jasne – kiedy założysz mój pierścień, twoje życie przestaje być twoje. I nie łudź się, Victorio. Nie mam absolutnie żadnego zamiaru zabierać cię do swojego łóżka.""" Zdesperowana córka. Bezwzględny miliarder. Kontrakt, który miał być czysto biznesowy. Życie Victorii Mitchell rozpada się na kawałki, gdy firmie jej ojca grozi ruina. Jej jedyne zbawienie? Poślubienie Alexandra Sterlinga, zimnego, wyrachowanego i zapierająco przystojnego spadkobiercy miliardera, który potrzebuje nieskazitelnej żony, aby odblokować swoje imperium. Dla Alexandra Victoria jest tylko pionkiem. On już ma kobietę, której pragnie – swoją bezwstydną, manipulującą kochankę, Isabellę, która jest zdeterminowana, aby zamienić życie Victorii w piekło na ziemi. Zmuszona do dzielenia dachu i udawania uśmiechu przed kamerami, Victoria przysięga, że będzie idealną, pozbawioną emocji porcelanową lalką. Przetrwa to upokorzenie. Nigdy nie zakocha się w swoim okrutnym mężu. Ale zasady są po to, by je łamać. Pod lodowatą fasadą Alexandra kryje się zaciekle opiekuńczy mężczyzna z sekretnym słabym punktem dla bezbronnych. Kiedy udawane publiczne pocałunki rozpalają bardzo realną, palącą chemię za zamkniętymi drzwiami, granice ich sterylnego kontraktu zaczynają się zacierać. Alexander wkrótce zdaje sobie sprawę, że jego „pionek” jest królową, która może doprowadzić go do upadku.

Pierwszy rozdział

Perspektywa Victorii

Od ponad dwudziestu minut siedzę sama w tym pełnym przepychu hotelowym apartamencie. Cisza pokoju, zdobionego aksamitem i złotem, jest wręcz dusząca. Czekam na Alexandra Sterlinga — miliardera, potentata biznesowego i mężczyznę, z którym mam związać swoje życie. Do tej pory był zaledwie elegancko ubranym nieznajomym, którego widywałam na okładkach magazynów i z którym rozmawiałam dokładnie dwa razy, zawsze pod czujnym okiem naszych rodziców.

Pierwsze z tych spotkań było ledwie przelotnym zapoznaniem; drugie — zdawkowym skinieniem głowy podczas gali urodzinowej jego ojca. Dzisiaj miała się odbyć nasza pierwsza prawdziwa rozmowa. Zażądał, żebym stawiła się tu przed czasem, a jednak oto jestem i patrzę, jak uciekają kolejne minuty.

Kiedy ciężkie, dębowe, podwójne drzwi wreszcie się otwierają, do środka wkracza Alexander. Nie przeprasza. Nawet na mnie nie spogląda. Jego wzrok jest przykuty do ekranu telefonu, a kciuki błyskawicznie wystukują wiadomość. Odziany w nienagannie skrojony, czarny garnitur, który bez wątpienia kosztuje więcej niż resztki majątku mojej rodziny, porusza się z irytującym poczuciem wyższości, wysysając z pomieszczenia całe powietrze.

Pomimo jego rażącej arogancji, mała, zdradziecka cząstka mnie rejestruje, jak uderzająco jest przystojny. Jego wyraziście zarysowana szczęka i idealnie ułożone włosy sprawiają, że wygląda jak współczesny książę, choć jego zachowanie krzyczy coś zupełnie innego.

Niedbale odsuwa krzesło naprzeciwko mnie i opada na nie, wsuwając telefon do kieszeni. Odchyla się do tyłu, krzyżując ramiona na piersi.

"Panie Sterling, jak mniemam?" – odzywam się, zmuszając się do uprzejmego, wyważonego uśmiechu.

"Jestem w tym pokoju od dokładnie dwunastu sekund, a ty nie odezwałaś się ani słowem" – drwi, a jego wzrok w końcu spotyka się z moim. Jego oczy są zimne, kalkulujące.

Mrugam, zbita z tropu jego czystą bezczelnością. "Odniosłam wrażenie, że spotykamy się na rozmowę, a nie na królewską audiencję."

"Darujmy sobie uprzejmości" – ucina, a jego głos przecina powietrze niczym bicz. "Mój czas mierzy się w milionach, a ty właśnie go marnujesz. Bierzemy ślub za kilka tygodni. Już o tym wiesz. Pozwól, że wyrażę się całkowicie jasno: kiedy tylko założysz mój pierścionek, twoje życie przestanie należeć do ciebie. Będziesz uśmiechać się do aparatów, pojawiać się na każdej żałosnej gali, jakiej zażądam, i bezbłędnie odgrywać swoją rolę. Twoje osobiste preferencje stają się oficjalnie bez znaczenia."

Protekcjonalność w jego tonie jest niezaprzeczalna i przesiąknięta bezwzględnym autorytetem. Prostuję ramiona, nie chcąc pozwolić, by dostrzegł gotującą się we mnie niechęć. Upadająca firma mojego ojca w pełni zależy od tego związku.

"Rozumiem warunki tego przejęcia" – stwierdzam spokojnie, wytrzymując jego lodowate spojrzenie bez mrugnięcia okiem.

"Oczekuję, że utrzymasz nieskazitelny wizerunek" – kontynuuje, niewzruszony moim opanowaniem. "Jako moja żona będziesz odbiciem mojego imperium. Jeden fałszywy krok, który zaszkodzi mojej reputacji, a gorzko tego pożałujesz."

"Bądź spokojny. Będę idealną porcelanową lalką" – odpowiadam całkowicie beznamiętnym głosem.

Kiwa z aprobatą głową, chociaż jego twarz pozostaje nieprzenikniona. "Jest jeszcze jedna klauzula, która nie podlega negocjacjom. Kojarzysz Szpital Małych Wojowników i sierociniec, które założyłem?"

"Zrobiłam rozeznanie."

"Te dzieci to jedyne żywe dusze, które w ogóle mnie obchodzą" – mówi, a w jego oczach zapala się dziwna, mroczna intensywność. "Jeśli w świetle kamer przyłapię cię przy nich na znudzeniu lub nieszczerości, zniszczę cię."

Prawie prycham z niedowierzaniem. Jak ktoś tak skrajnie odrażający może przejmować się dziećmi? Przełykam jednak złośliwą uwagę. "Nie potrzebuję gróźb, by wykazać się elementarną ludzką przyzwoitością."

Pochyla się do przodu, opierając przedramiona na stole. "Nie pochlebiaj sobie, Victorio. Nawet nie byłaś na moim radarze. Mój ojciec uczynił mój spadek zakładnikiem ślubnej obrączki, a ty akurat jesteś pionkiem, którego do tego wybrał."

Jego słowa uderzają we mnie mocniej, niż chciałabym przyznać. Wiedziałam, że to transakcja biznesowa, ale słuchanie, jak odziera ją z wszelkich iluzji za pomocą tak chłodnych, bezlitosnych określeń, to jak cios w żołądek. To nie jest małżeństwo, o którym marzyłam jako mała dziewczynka. Nie będzie w nim grama romantyzmu ani ciepła — wyłącznie sterylny, wyrachowany kontrakt.

Ale robię to dla ojca. Zniosę tego tyrana, aby zabezpieczyć przyszłość mojej rodziny.

"W takim razie uważaj mnie za bardzo chętnego do współpracy pionka" – oświadczam, unosząc dumnie podbródek.

"Dobrze. Jakieś pytania?"

"Tylko jedno: jak szybko możemy zakończyć to spotkanie". Pragnę jedynie uciec z tego duszącego apartamentu.

"Ja mam jedno" – uśmiecha się lekko pod nosem, a jego wargi wykrzywiają się w niepokojący sposób. "Jesteś dziewicą?"

Szeroko otwieram oczy. Bezpośredniość tego pytania całkowicie zbija mnie z tropu, lecz jego spojrzenie pozostaje drapieżne i nieugięte. "Słucham?"

Unosi idealnie wygiętą brew. "To proste pytanie: tak czy nie."

"Tak."

"Idealnie. Niech tak zostanie. Bo nie mam absolutnie żadnego zamiaru zabierać cię do mojego łóżka."

"To chyba jedyna dobra wiadomość, jaką dziś usłyszałam" – odwarkuję szybciej, niż zamierzałam, a do mojego głosu wreszcie wkrada się jad.

Przez chwilę uważnie mi się przygląda, pocierając podbródek. "Spójrz tylko na siebie" – mruczy drwiącym tonem. "Próbujesz ratować resztki dumy." Wtedy jego uwagę przykuwa dźwięk otwieranych za jego plecami drzwi. Wyraz jego twarzy natychmiast łagodnieje, przechodząc w coś zupełnie mi nieznanego. "Ach. Wyczucie czasu to podstawa. Poznaj Isabellę."

"A któż to taki?" – pytam, marszcząc brwi z konsternacją.

"Kobieta, której tak naprawdę pragnę". Wskazuje gestem na wejście.

Odwracam głowę, gdy do pokoju dumnym krokiem wkracza oszałamiająco piękna kobieta z długimi, kaskadowo spływającymi blond włosami. Jej ściśle przylegająca do ciała sukienka pozostawia niewiele dla wyobraźni, a niebotycznie wysokie szpilki ostro stukają o marmurową podłogę.

Zanim w ogóle potrafię pojąć, kim ona jest, Alexander omija stół, chwyta ją za wąską talię i odchyla do tyłu. Właśnie tam, tuż na moich oczach, wpija się w jej wargi namiętnym, zachłannym pocałunkiem, pozostawiając mnie sparaliżowaną w fotelu.

Czytaj