Uśmiech Atticusa zniknął, a ja się uśmiechnąłem złośliwie.
Skoro tak chce grać, niech tak będzie.
– Bastien, zachowuj się – karci go Zaia. – To nie jest czas na macho.
Nie umyka mi zazdrość w jego oczach i nie mogę powstrzymać złośliwego uśmieszku.
– Dla ciebie, oczywiście. Pod warunkiem, że mi to wynagrodzisz. – Puszczam jej oczko.
Posyła mi spojrzenie, po czym odsuwa się, a mój wzrok opada na je






