Godzinę później wkraczamy do luksusowego, wręcz ostentacyjnie wystawnego przybytku, gdzie ochrona jest absurdalnie wzmocniona. Nic nie umknęło ich uwadze i całe szczęście, że ten nieszczęsny kawałek wazonu był z gliny, bo przeszliśmy przez skrupulatne skanowanie wykrywaczami metalu już na drugim punkcie kontrolnym, a dopiero potem trzeci zespół strażników zaczął grzebać w torbach innych gości. Ja






