Patrzę w dół, jak Sia schyla się, by je podnieść. Jedna ja… jedna z nas…
Oczy mnie pieką i odwracam się, gdy Sia delikatnie umieszcza je na otwartej ramie.
– Pomyśleć, że nigdy nie przyszłoby mi do głowy ich otworzyć; naprawdę dobrze go znasz – mówi Kaia, obejmując mnie ramieniem. – Nie wiem, dlaczego się rozstaliście, ale on cię kocha.
– Kocha. Chodź, Kaia, dajmy Milenie się zadomowić. Zejdziemy






