Samolot wylądował bezpiecznie. Hendrix od razu ruszył w drogę do Creston.
Podróż trwała bite pięć, sześć godzin, a on nie czuł cienia zmęczenia. Miał co prawda myśl, by kogoś zabrać ze sobą, ale Dylan uparł się, żeby jechał sam. Inaczej, jak twierdził, znajdzie tylko zwłoki Noelle.
Hendrix nie mógł tego zaryzykować. Sama myśl, że coś mogłoby się stać Noelle, była nie do zniesienia. Poza tym, wszys






