Siła uderzenia była tak brutalna, że kobieta poczuła, jakby zdzierano jej skórę z czaszki.
Wydała z siebie przeszywający krzyk.
– Czego się drzesz? – warknął Dylan, marszcząc brwi z irytacji.
Jego lodowate spojrzenie przeszyło ją dreszczem. Natychmiast przełknęła słowa, które cisnęły jej się na usta.
– Panie Pritchett, pomyliłam się – wyszeptała, tłumiąc ból. – Przepraszam.
– Za co przepraszasz?
–






