Dylan był dla Swiftów jak śmiertelny jad. Z premedytacją zwabił Marlę, odciągając ją w tamtym czasie. Inaczej nie puściłaby go tak łatwo.
Marshall i tak już leżał w śpiączce. Jedyne, co jej pozostało, to kurczowo trzymać się Dylana, nie pozwalając mu odejść.
Ale…
Marla otworzyła usta, jakby chciała coś powiedzieć, lecz w tej jednej chwili słowa uwięzły jej w gardle.
Wtedy rozległ się przeszywający






