languageJęzyk

Rozdział 4

Autor: Anna Nowak14 lip 2025

Zanim Zygmunt zdążył skończyć, Bonnie nadepnęła mu na stopę.

– Co ona jest? – zapytał Ivor, zdezorientowany.

Ged również był ciekawy.

Zygmunt chciał im powiedzieć, kim naprawdę jest Bonnie, ale ta zmierzyła go wzrokiem i nie pozwoliła mu.

Starzec odchrząknął.

– Ona jest… dziewczyną, z którą chcę, żebyś się ożenił! Poza tym, jak możesz mówić, że nie jest ci godna? Masz 27 lat. Powinieneś być wdzięczny, że nie obchodzi jej, ile jesteś starszy. I powinieneś ją przeprosić za bycie tak nieuprzejmym.

Ivor zacisnął usta, wstał i spojrzał na Bonnie.

– Przepraszam, jeśli uraziłem twoje uczucia, ale po prostu mówię prawdę.

Bonnie połknęła kawałek pomarańczy i powiedziała obojętnie:

– Nie musisz przepraszać. Zamierzałam ci powiedzieć to samo. Jesteś dobry, ale nie jesteś wystarczająco dobry.

W salonie zapadła cisza.

W obojętnych oczach Ivora pojawił się cień emocji, gdy mierzył Bonnie oceniającym wzrokiem.

Ged był zaskoczony, że miała czelność powiedzieć coś takiego.

– Co się z wami dzieje? W ogóle się o mnie nie troszczycie?

Zygmunt był zirytowany.

– Bonnie, nie zapominaj, że powiedziałaś, że zrobisz wszystko, o co poproszę, po tym, jak uratowałem ciebie i twoją rodzinę.

Bonnie zmarszczyła brwi.

– A ty, Ivor. Kiedy byłeś jeszcze studentem, twoi rodzice nie chcieli, żebyś tracił czas na cokolwiek nieproduktywnego. Gdyby nie moje wsparcie, czy byłbyś w stanie grać w szachy i brać udział w tych zawodach?

– Powiedziałeś, że dopóki pomogę przekonać twoich rodziców, żeby pozwolili ci grać w szachy, zrobisz to, co powiem w przyszłości. Dlaczego wycofujesz się ze swojego słowa?

Ivor był osłupiały.

Nagle w salonie znowu zrobiło się cicho.

Chwilę później odezwał się Zygmunt.

– Wiem, że nie mogę zmusić do miłości, więc co powiecie na to? Zaręczycie się i zobaczymy, jak się sprawy potoczą.

Bonnie pomyślała o tym i powiedziała:

– Dobrze, ale chcę ustalić limit czasu.

– W porządku, to 10 lat. Jeśli po tym czasie uznacie, że nie jesteście dla siebie stworzeni, odwołam to – powiedział Zygmunt.

Bonnie spojrzała na niego z niedowierzaniem.

– Równie dobrze mogłeś powiedzieć 50 lat.

Zygmunt podekscytowany klepnął się po udzie.

– Niech będzie 50 lat!

Bonnie nie mogła znaleźć słów. Wiedziała, że robi to celowo.

– Miesiąc. Po miesiącu nie będę miała z nim nic wspólnego – powiedziała chłodno Bonnie.

– Miesiąc? To za krótko, prawda? Porozmawiaj z nią, Ivor – powiedział zaniepokojony Zygmunt.

Ivor powiedział obojętnie:

– Dobrze, niech będzie miesiąc.

– Zgoda!

– Świetnie, więc umowa stoi.

Bonnie i Ivor w końcu się co do czegoś zgodzili.

Zygmunt, zirytowany, westchnął głęboko.

– Skoro już podjęliście decyzję, wybiorę datę waszych zaręczyn.

– Dobrze. – Bonnie sprawdziła godzinę i wstała. – Jest późno. Powinnam już iść.

– Może zostaniesz na obiad? – Zygmunt próbował ją przekonać.

– Nie byłam w domu od kilku dni. Rodzice będą się martwić.

Zygmunt ustąpił, gdy to usłyszał.

Gdy patrzył, jak Bonnie wychodzi, Ged powiedział:

– Nie była w domu od kilku dni? Czy ona nie jest studentką? Nie wygląda na chorą. Dlaczego miałaby opuszczać tyle dni?

– Musiała opuścić zajęcia, co? Zygmuncie, co ci przyszło do głowy? Jak mogłeś wybrać taką dziewczynę na żonę dla Ivora?

– Nic o niej nie wiesz, okej? – Zygmunt był zirytowany.

Ged postanowił na razie porzucić temat.

– Och, prawie zapomniałem! – Ged spojrzał w stronę Ivora. – Udało mi się skontaktować z Pasterzem!

– Naprawdę? – Ivor się ożywił.

Nawet jego oczy się rozjaśniły.

Ged cmoknął.

– Ożywasz tylko wtedy, gdy rozmawiamy o szachach, prawda?

– Daj spokój! Kiedy skontaktowałeś się z Pasterzem? Czy zgodził się zagrać ze mną partię?

To było wszystko, co obchodziło Ivora.

– Udało mi się tylko skontaktować z jego przyjacielem. Powiedział, że Pasterz jest ostatnio zajęty, więc przekaże mu, kiedy będzie wolny.

– Świetnie, to poczekam. – Ivor zacisnął pięści, aby powstrzymać podekscytowanie.

***

Lokaj wbiegł do willi Shepardów.

– Proszę pani! Pani Bonnie wróciła!

– Co? Jak to wróciła?

Vera i jej mąż, Gresham Shepard, byli w trakcie kolacji. Wymienili spojrzenia.

W tym momencie Bonnie weszła do domu w swoich tenisówkach.

Vera odłożyła widelec i szybko do niej podeszła.

– Czy nie zabrała cię policja? Czy udało ci się… uciec?

Vera była zmartwiona, a Gresham spojrzał na córkę surowym wzrokiem.

– Może i nie jestem twoim tatą, ale sugeruję, żebyś się poddała. Jeśli tego nie zrobisz, będę musiał zadzwonić po policję dla twojego własnego dobra.

Bonnie zmarszczyła brwi i powiedziała spokojnie:

– Nie złamałam prawa ani nigdzie nie uciekłam, okej?

Twarz Greshama zesztywniała.

– Naprawdę się nie oddasz?

Bonnie nie zadała sobie trudu, by wyjaśniać.

Gresham wyciągnął telefon i zadzwonił na komisariat.

– Halo, chciałbym złożyć zawiadomienie na policji.

– Moja córka została aresztowana dwa dni temu, ale uciekła i wróciła do domu. Powiedziałem jej, żeby się poddała, ale odmówiła. Proszę przyjechać i ją aresztować!

Ustawienia czytania

Rozmiar czcionki

17px
Obecny rozmiar

Motyw

Wysokość linii

Grubość czcionki

Rozdział 4: Rozdział 4 - Kocham cię, Pani Geniusie | StoriesNook