Wpatrywałam się w niego, marszcząc brwi. "Nie mam pojęcia, co to znaczy, ale brzmi to niepokojąco."
Oparł się na krześle, skrzyżował nogi, zakręcił burbonem w szklance i zmierzył mnie tlącym się spojrzeniem, które prawdopodobnie podpaliło kompozycję z jedwabnych kwiatów na kredensie za mną. Powoli wymruczał: "Nie ufasz mi, hmm?"
To wyglądało na niebezpieczne terytorium. Ale umowa była już podpisan






