Mężczyzna, którego nigdy wcześniej nie widziałam, stoi w drzwiach. Wysoki, szeroki, solidny jak góra i mniej więcej tak samo duży. Ma kudłate brązowe włosy, piwne oczy, mnóstwo tatuaży i obezwładniający uśmiech, co mój mózg rejestruje w tym samym momencie, w którym próbuje przetworzyć fakt, że ten mężczyzna ma na sobie rozsznurowane buty wojskowe, kilt i nic więcej.
Można by się zgubić w kanionach






