— Nie dała ci zgody na ich użycie?
— Nie.
Zdumiony, wpatruje się we mnie z rozdziawioną buzią. Z twarzy odpływa mu krew. — To kradzież! Pozwie cię! Zrujnuje ci reputację!
— Nie, jak z nią skończę.
Wybucha niedowierzającym śmiechem. — Zamierzasz wpędzić ją w śpiączkę seksualną, tak?
Miejmy nadzieję. — Zamierzam ją przekonać, że lepiej mieć mnie za przyjaciela niż wroga.
To wytrąca Antonia z równowa






