Skoro nikt nie przyszedł go uratować, Marek przełknął ten pożywny rosół.
Nie wiedział, jak jej odmówić. Za każdym razem, gdy okazywał choćby cień niechęci do wypicia zupy, Wiktoria patrzyła na niego oczami szczeniaczka, nic nie mówiąc. Wtedy czuł się winny swojej nieuprzejmości.
Wyglądało na to, że stanie się grzesznikiem, jeśli nie wypije tej zupy.
Długo zajęło mu odzyskanie zdrowego spojrzenia n






