PERSPEKTYWA ARII
Gdy tylko docieram na parking, dostrzegam Adama wysiadającego z samochodu. Jego wzrok utkwiony jest w imponującym wejściu do domu Mitchellów. Wygląda na zdeterminowanego, ale za jego wyrazem twarzy kryje się burza. Zanim zdąży wejść do środka, wołam jego imię, rozpaczliwie chcąc go powstrzymać, zanim zrobi coś, czego będzie żałował. Mój głos roznosi się echem po cichym parkingu.






