Gdy drzwi balkonowe rozwarły się szeroko, wyłoniła się z nich potężna sylwetka, zmierzająca w głąb pokoju krokiem pełnym determinacji i rozwagi.
Źrenice Geralda zwęziły się do rozmiaru łebków od szpilki, a blizna przecinająca jego czoło zaczęła pulsować z nową gwałtownością.
— Jak się tu dostałeś? — zażądał wyjaśnień, a jego głos był napięty i czujny.
Ledwie słowa te opuściły jego usta, nagłe odrę






