Kiedy miał sześć lat, urodzinowy prezent, jaki mu dali, to – żebranie na ulicach.
Był jak małpa w zoo, wrzucona na ulicę, by ludzie ją nagradzali. Teraz, z jego udoskonalonym charakterem, ilekroć wspomina tamten dzień, czuje się niesamowicie upokorzony – jakby życie nie było warte przeżycia.
Na szczęście pobłogosławiły go niebiosa.
Z tłumu wyszła dziewczynka, szczupła i wysoka, z dwoma warkoczami






