languageJęzyk

Rozdział 6

Autor: milktea14 lis 2025

Oczy Nathana wypełniły się konsternacją. Isabella, którą znał, była od niego całkowicie zależna, polegała na nim w kwestii każdego posiłku. Teraz zaś wydawała się zdolna zatroszczyć się o siebie sama.

W szpitalnym pokoju Isabella, choć głodna do tego stopnia, że czuła pustkę, straciła apetyt, wpatrując się w zastawę jedzenia dostarczoną przez pracownika cateringu. Jej dłoń delikatnie spoczywała na brzuchu, skrywając sekret znany tylko jej. Jej układ trawienny zawsze był silny, nigdy nie podatny na mdłości z powodu tak błahej rzeczy jak przeziębienie.

Wspomnienia sprzed trzech miesięcy powróciły – Nathan błagał ją o oddanie nerki Victorii. Tej samej nocy ona głupio błagała o jego uwagę. Teraz zaś istniało duże prawdopodobieństwo, że w jej łonie formowało się nowe życie.

Delikatny, gorzki uśmiech przemknął przez jej blade usta. To dziecko nie mogło pojawić się w gorszym momencie.

Kiedy Nathan wszedł, Isabella wpatrywała się w okno, jej twarz była popielata, ale głos niezachwiany i stanowczy.

– Nathan, możesz mi przynieść tabletki mifepristonu?

Nathan zamarł w miejscu. Ta nieśmiała dziewczyna, która kiedyś była przy nim ostrożna, teraz wydawała mu rozkazy?

Ukrył swoją reakcję. – Po co?

– Dostałam okres. Mam skurcze – odpowiedziała Isabella, odwracając się w jego stronę. – Proszę.

Jego wzrok padł na jej dłoń, która była przyciśnięta do podbrzusza. Niemal mimowolnie skinął głową.

– W porządku.

Patrząc, jak wychodzi, Isabella, której oczy wcześniej były jasne, posmutniała.

---

Nathan wyszedł z pokoju i zadzwonił do swojego asystenta.

– Kup tabletki mifepristonu i dostarcz je do szpitala.

Wkrótce Isabella otrzymała całą butelkę tabletek, dzięki uprzejmości asystenta.

---

Tej nocy szpitalne korytarze były upiornie ciche. W pokoju Victorii Nathan czule ją pocieszał.

– Victoria, twoje życie jest ciężko wywalczone. Musisz je cenić. Koniec z lekkomyślnym zachowaniem.

Victoria, blada i słaba, mocno trzymała go za rękę. Pomimo osłabienia, z jej istoty emanowała miłość.

– Nathan, wiesz, jak bardzo cię kocham… Bez ciebie życie jest bez sensu. Więc nie możesz mnie opuścić.

– W porządku – zapewnił ją. – Zawsze będę przy tobie. Musisz tylko szybko dojść do siebie.

---

Tymczasem w innym pokoju Isabella zwinęła się w kłębek na łóżku, wpatrując się w pusty sufit. Czuła w swoim ciele pustkę, ból, który odzwierciedlał jej duszę. Łzy, ciepłe i ciche, wypływały z kącików jej oczu.

Kiedy jej narzuta zabarwiła się czerwienią krwi, zamknęła oczy, a samotna łza spłynęła po jej policzku. To nie był smutek, lecz ulga. W końcu była wolna. Ona i Nathan nie mieli już żadnych więzi.

---

Następnego dnia asystent Nathana przybył z bagażem Isabelli, jej paszportem i kartą bankomatową.

– Pani – wyjąkał asystent – prezes wszystko załatwił. Pani lot jest o 7 rano.

Isabella, słaba i zmęczona, z trudem wydusiła z siebie słowo.

– Nie przyjdzie się ze mną pożegnać?

– Pani Sis miała wczoraj wieczorem atak – wyjaśnił niezręcznie asystent. – Prezes nie mógł jej zostawić.

Reakcja Isabelli była pozbawiona rozczarowania, jakby spodziewała się tego od dawna.

– Rozumiem.

Asystent wręczył jej kartę.

– To jest pani zasiłek na życie. Prezes przyjedzie, żeby panią sprowadzić za trzy miesiące. Załatwił też kogoś, kto się panią za granicą zaopiekuje…

Ale Isabella odmówiła przyjęcia karty. Z trudem wstając, celowo włożyła stare ubrania, które przywiozła do domu Hillów cztery lata temu. Pakując swoje nowe ubrania i bagaż w ręce asystenta, wyszła, trzymając prosto plecy, nie oglądając się za siebie.

– Pani, co pani robi? – Asystent był oszołomiony.

Głos Isabelli był słaby, ale stanowczy.

– Nic więcej nie potrzebuję. Po prostu to wyrzuć.

Asystent był osłupiały.

– Pani, niech pani przynajmniej weźmie kartę – nalegał.

Z ociąganiem Isabella wzięła ją.

---

Na międzynarodowym lotnisku asystent odprowadził ją do punktu kontroli bezpieczeństwa.

– Pani, mogę pani towarzyszyć tylko do tego miejsca. Proszę na siebie uważać.

Ignorując go, Isabella poruszała się szybko, jakby pragnęła zostawić wszystko za sobą. Ale zanim zniknęła w punkcie kontrolnym, zrobiła coś szokującego: wrzuciła kartę bankomatową do kosza na śmieci.

Asystent zamarł. W tej chwili zdał sobie sprawę, że zrywa więzi. Osiągnęła punkt krytyczny, rozpoznała swoje miejsce w sercu Nathana i była zdecydowana opuścić jego świat na dobre.

---

Z powrotem w willi rodziny Hillów Nathan wrócił do domu wyczerpany po spędzeniu większości dnia na pocieszaniu Victorii. Asystent czekał na niego z bagażem. Ten widok natychmiast pociemnił wyraz twarzy Nathana.

– Co się dzieje? Czy nie kazałem jej natychmiast wyjechać? Dlaczego jej bagaż nadal tu jest?

– Ona już pojechała – zapewnił go asystent.

Nathan spojrzał na asystenta podejrzliwie.

– To co to jest?

– Ona nie chciała tych rzeczy – wyjaśnił nerwowo asystent.

Przez krótką chwilę Nathan poczuł ukłucie w piersi, niewytłumaczalny dyskomfort. Ale szybko to odrzucił.

– Nie wzięła starych ubrań, bo planuje kupić nowe za pieniądze, które jej dałem. – Prychnął. – Cztery lata luksusu i wychowałem ją na kogoś ekstrawaganckiego.

Ale asystent wylał zimną wodę na jego teorię.

– Prezesie, ona wyrzuciła kartę bankomatową do kosza po przejściu przez punkt kontrolny.

Wyraz twarzy Nathana zamarł, a jego twarz przypominała pękniętą rzeźbę.

Po długim milczeniu zaśmiał się gorzko.

– Ona urządza scenę? Zła, że ją zaniedbałem? Hmph, kiedy się uspokoi, sprowadzę ją z powrotem.

– Kto dał jej odwagę, by mi się sprzeciwiać?

---

Gospodyni, wieloletnia służąca rodziny, wtrąciła się z żartobliwą uwagą.

– Panie, pani dopiero co przeszła operację. Wysyłanie jej teraz za granicę może sprawić, że będzie miała do pana żal. Nie martwi się pan?

Gospodyni lubiła Isabellę, uważała ją za łagodną i troskliwą, nigdy nie sprawiającą kłopotów personelowi.

Wyraz twarzy Nathana pozostał nieczytelny. Słowa gospodyni odbijały się echem w jego umyśle.

Ustawienia czytania

Rozmiar czcionki

17px
Obecny rozmiar

Motyw

Wysokość linii

Grubość czcionki