

Autor: Aeliana Thorne
"Tato, mówiłam ci to już sto razy, nie potrzebuję ochroniarza." Warknęłam, wpatrując się w boskiego mężczyznę u jego boku. Arabella Adair, jedyna dziedziczka Króla Alfy, nie znosi swojego uderzająco przystojnego, a jednak milczącego ochroniarza. Maska zasłania połowę jego twarzy, odsłaniając jedynie jego odurzające oczy i potargane włosy. Dziwne rękawiczki, które ciągle nosi, i jego uparte milczenie doprowadzają Arabellę do szaleństwa. W samym środku chaosu w jej Królestwie, skupia swoją uwagę na swoim ochroniarzu. Jej szalone przyciąganie do tajemniczego ochroniarza napędza jej potrzebę poznania prawdy. Bardziej zdeterminowana niż kiedykolwiek, planuje wykorzystać wszystko, co ma do dyspozycji, aby odkryć jego sekrety.
– Tato, mówiłam ci to już setki razy. Nie potrzebuję ochroniarza – jęknęłam, opadając na łóżko. Mój tata przez chwilę milczał, ale wciąż wyczuwałam jego obecność w pokoju.
– Wiesz, że on tylko próbuje zapewnić ci bezpieczeństwo – skarciła mnie moja wilczyca, Aela.
– Arabello. – Rozległ się surowy głos taty, a ja niechętnie usiadłam i spojrzałam w jego srebrne oczy. Czułam, jak moc Króla Alfy wypełnia moją sypialnię, i powstrzymałam chęć, by zadrżeć.
Aela zrzędziła: – No, to teraz się doigrałaś.
Jego aura Alfy nie działała na mnie tak samo; bycie jego córką miało pewne plusy. Niemniej jednak, z trudem powstrzymałam się przed skurczeniem pod jego intensywnym spojrzeniem.
Westchnęłam, wiedząc, że ta rozmowa donikąd nie prowadzi. – Słucham, tato?
– Będziesz zachowywać się odpowiednio i pozwolisz swojemu ochroniarzowi cię chronić. – Jego władczy głos wypełnił moje uszy, a ja powstrzymałam chęć, by przewrócić oczami.
Cały trening, który przeszłam, nie zmienił jego zdania. Uparcie twierdził, że nie mam szans z jego wrogami, dopóki nie zostanę Królową. Odmawiał zrzeczenia się tytułu, dopóki byłam bez przeznaczonego, i miał większą motywację niż kiedykolwiek, by przydzielić mi niechcianego ochroniarza.
– Dobrze – warknęłam. – Ale wiesz, że nigdy nie będę grzeczna. – Skrzyżowałam ramiona na piersi i wyjrzałam przez okno sypialni, pozwalając oczom błądzić po rozległym ogrodzie na tyłach domu.
Mój tata posłał mi współczujący uśmiech i usiadł na łóżku. – Arabello, wiesz, że to ostatnia rzecz, jakiej bym chciał. Wrogów mamy wszędzie. Muszę mieć pewność, że jesteś bezpieczna.
Prychnęłam, nie odrywając wzroku od ogrodów. Nie miałam zamiaru udawać miłej, nie wtedy, gdy odbierano mi te resztki wolności, które posiadałam.
– Nie mogę stracić również ciebie, Bello. – Usłyszałam pusty głos taty, a moje serce się ścisnęło. Moje zielone oczy spotkały się z jego spojrzeniem i dostrzegłam, jak bardzo miał złamane serce.
Straciłam matkę zaledwie rok temu, a mój ojciec stracił swoją przeznaczoną. Mój tata miał wizerunek, który prezentował światu: stanowczego i ocierającego się o okrucieństwo Króla Alfy, który za wszelką cenę chronił swój lud. Tylko ja i moja mama mogłyśmy oglądać tę drugą stronę jego natury, tę zdolną do uczuć.
Nie potrafiąc dłużej utrzymać w sobie złości, zmarszczyłam brwi. – Kiedy tu będzie?
Przewróciłam oczami, gdy na twarzy taty zagościł uśmiech ulgi, i nie mogłam powstrzymać delikatnego uśmiechu, który również przemknął po moich wargach.
– Jutro rano – skinął głową tata, zerkając szybko na swój telefon. Ostatnio prawie wcale nie miał czasu; z powodu trwającej wojny i zamachów tonął po uszy w pracy.
Westchnęłam. – Bardzo dobrze. Czy on również będzie mieszkał w moim pokoju? – Uśmiechnęłam się krzywo.
Twarz taty przybrała interesujący odcień czerwieni. – Absolutnie nie – wykrztusił. – Przeniesiesz się do jednego z połączonych apartamentów, a on zajmie drugi pokój.
– Dobrze. Wolałabym widywać go tak rzadko, jak to tylko możliwe – prychnęłam, opierając się o wyciągnięte ramię taty.
– Po prostu zrób mi przysługę, Bello. Nie opuszczaj dzisiaj terenu posiadłości. Możesz jutro, ale nie bez ochroniarza. Później przyślę pokojówki, żeby przeniosły twoje rzeczy. – Westchnęłam i skinęłam głową, zdeterminowana, by cieszyć się tymi kilkoma chwilami sam na sam z tatą.
Jak zawsze, nie trwały one długo.
– Muszę iść, Bello. – Tata westchnął, przeczesując palcami swoje szpakowate włosy. Spojrzałam uważnie na jego twarz i uświadomiłam sobie, jak bardzo wyglądał na zmęczonego po stracie mamy. Oboje mieli zaledwie dwadzieścia lat, kiedy się urodziłam. Za miesiąc skończę osiemnaście lat, co oznaczało, że on miał zaledwie trzydzieści siedem.
Westchnęłam i objęłam go mocno ramionami, a mój żołądek ścisnął się na myśl o tym, że mogłabym go stracić. – Po prostu uważaj na siebie.
– Nie zamierzam nigdzie się wybierać w najbliższym czasie. Nie wtedy, kiedy ciągle pakujesz się w kłopoty. – Uśmiechnął się półgębkiem, a w jego srebrnych oczach pojawił się ten znajomy błysk.
Zadrwiłam z niego. – Zniosę tego ochroniarza, ale nie zamierzam być grzeczna! – zawołałam, gdy wychodził z mojego pokoju. Słyszałam jego głęboki śmiech cichnący w korytarzu.
Zwlekłam się z łóżka i wciągnęłam na siebie parę dżinsów oraz bluzkę z odsłoniętymi ramionami. Za każdym razem, gdy patrzyłam w lustro, przypominała mi się mama. Moje kruczoczarne włosy spływały po plecach jedwabistymi falami, a moja krągła figura niemal odzwierciedlała jej własną. Jedynymi cechami, które odziedziczyłam po ojcu, były jego bujne rzęsy i wybuchowy temperament.
Wyciągnęłam telefon i wysłałam szybką wiadomość do dwóch moich najlepszych przyjaciółek. Caroline i Shannon były moimi najbliższymi powierniczkami. Obie były córkami naszych sprzątaczek, ale to nigdy nie miało wpływu na moje uczucia wobec nich. Przez większość życia wychowywałam się u ich boku.
Dotrzymywały mi towarzystwa przez te wszystkie lata bycia jedynaczką. Zazwyczaj to pierworodny syn obejmował stanowisko Alfy lub, jak w moim przypadku, Króla Alfy. Chociaż moi rodzice wciąż starali się o kolejne dziecko, to po prostu nie było im pisane. Mój tata, będąc upartym mężczyzną, oświadczył, że gdy zrezygnuje z władzy, zostanę mianowana Królową Alfą. Pierwszą Królową Alfą w historii.
Spojrzałam w dół na telefon, gdy ekran się zaświecił. Caroline wyjechała z miasta w odwiedziny do rodziny, ale Shannon miała czekać na mnie w ogrodach. Odesłałam krótką wiadomość, wdzięczna za to, że żyjemy w głębokim w świecie współczesnym.
Czasy ceglanych zamków i maleńkich wiosek odeszły w niepamięć. Choć nasz dom rozmiarem dorównywał zamkowi, w rzeczywistości był to raczej wyolbrzymiony dwór. Wciąż mieliśmy kucharzy, pokojówki i Gwardię Królewską. Wiele miast i miasteczek, które otaczały nasz dom, znajdowało się pod rządami mojego taty. Rządził największym królestwem na świecie, a ja pewnego dnia miałam robić to samo.
Spędziłam niezliczone lata, ucząc się etykiety, trenując i poznając historię. Każda lekcja była prosta, ale miałam problem z przestrzeganiem zasad ustalonych przez innych. Zrzućcie to na moją krew Alfy lub na fakt, że jestem uparta, ale często tworzę i podążam za własnymi zasadami.
Wybiegłam z pokoju i ruszyłam głównym korytarzem. Unikałam pokojówek i kucharzy, zbiegając po schodach w kierunku ogrodu. Moim ulubionym miejscem w całym domu był właśnie ogród lub ogromna biblioteka. Moja mama potrafiła gubić się na długie godziny wśród tysięcy książek, które posiadaliśmy. Zawsze, gdy znikała na zbyt długo, tata i ja wymykaliśmy się do biblioteki, aby ją odnaleźć.
Aby dotrzeć do ogrodów, musiałam przejść przez tętniące życiem kuchnie. Kuchnia wielkością spokojnie dorównywała restauracji, będąc w stanie przygotować uczty i gale w ułamku sekundy. Schylałam się pod unoszonymi w górę tacami z babeczkami i wypiekami, pozwalając, by uwodzicielsko słodki aromat wypełniał moje nozdrza.
Przez całą dobę w kuchni panował absolutny chaos. Moja mama często kazała wysyłać jedzenie do mniej fortunnych w mieście i zawsze żądała, by byli karmieni żywnością tej samej jakości co my, członkowie rodziny królewskiej. Mój tata utrzymał tę zasadę po jej śmierci i każdego dnia upewniał się, że jedzenie trafiało do potrzebujących.
Przekradłam się przez kuchnię i kiedy upewniłam się, że niczyje oczy nie są we mnie wpatrzone, pozwoliłam moim palcom zacisnąć się na ciepłej babeczce z kawałkami czekolady.
Właśnie miałam podnieść ciepłą babeczkę do ust, kiedy usłyszałam swoje imię: – Arabello, odłóż tę babeczkę!
Zauważyłam, że mama Shannon, Sheila, idzie za mną, trzymając brudną szmatę jako broń. Posyłając jej nieśmiały uśmiech, odłożyłam babeczkę i rzuciłam się do ucieczki przez kuchnię.
Sheila zawsze była dla mnie jak druga matka i szybko wkroczyła do akcji, gdy zmarła moja prawdziwa mama. Były ze sobą bardzo blisko, a jej śmierć mocno w nią uderzyła. Nawet jako członkowie rodziny królewskiej, moja rodzina nigdy nie patrzyła na nikogo z góry. Wzbudzaliśmy szacunek ze względu na naszą krew Alfy, ale nigdy niepotrzebnie nikogo nie wykorzystywaliśmy ani nie dręczyliśmy. Wiedziałam, że niektóre z innych królestw na świecie nie były tak przyjazne.
Wybiegłam truchtem przez ogromne drzwi tarasowe i zaczerpnęłam świeżego powietrza. Wiosna dopiero co się zaczęła, a ja cieszyłam się każdą jej chwilą. Wiosna była moją ulubioną porą roku. Kwiaty w ogrodzie zaczęły rozkwitać, a ich słodkie zapachy mieszały się w coś egzotycznego i wykwintnego.
Wdychając zapach świeżych róż i słodkiego wiciokrzewu, poszłam polną ścieżką w stronę dużej altany, która stała pośrodku. Zobaczyłam burzę kręconych włosów Shannon, gdy nasze spojrzenia się spotkały.
Shannon była tą odpowiedzialną w naszej małej grupie. Caroline, podobnie jak ja, miała w sobie nutkę dzikości. Shannon próbowała i często bezskutecznie starała się utrzymać nas w ryzach i trzymać z dala od kłopotów. Chociaż ja byłam pełnej krwi Likanem, Caroline i Shannon były ludźmi. Nasze terytorium było mieszanką ludzi i likanów, przy czym ci drudzy stanowili większą populację. Wielu ludzi w naszym Królestwie było w połowie likanami, ale tylko garstka z nich potrafiła się faktycznie przemieniać.
– Trochę ci to zajęło. – Shannon pokręciła głową, a jej czekoladowe loki podskoczyły przy tym prostym ruchu. Skóra Shannon miała kolor świeżego espresso, co sprawiało, że jej miodowe oczy wyraźnie się odznaczały.
Wzruszyłam ramionami i opadłam na jedno z krzeseł wewnątrz altany. – Tata musiał ze mną porozmawiać.
– Coś ważnego? – Shannon uniosła brew, a jej miodowe oczy nabrały przenikliwego wyrazu.
Prychnęłam na nią, nienawidząc, gdy tak na mnie patrzyła. Shannon mogła być mistrzynią przesłuchań; jedno spekulacyjne spojrzenie jej miodowych oczu sprawiłoby, że każdy puściłby farbę.
Przerwali nam dwaj służący, wchodzący po schodach altany z metalowym wózkiem pełnym jedzenia i napojów podążającym za nimi.
– Och, przepraszam, dałam im znać, że zjesz tu śniadanie. – Shannon posłała mi uśmiech.
Ciągłe bycie obsługiwaną było czymś, z czym wciąż nie czułam się zbyt komfortowo. Zawsze patrzono na mnie z ostrożnością, prawie że strachem. Nikt nie chciał podpaść tacie. Gdyby tylko mogli zobaczyć go w ten sam sposób, co ja.
– Doceniam to. – Uśmiechnęłam się do niej. – Zjedz ze mną!
Popchnęłam w jej stronę talerz z jajecznicą. – Bierz, na co tylko masz ochotę.
Odpowiedziała mi wdzięcznym uśmiechem i zaczęła jeść. Zwróciłam się do służących, którzy wciągnęli wózek z jedzeniem po schodach altany.
– Dziękuję za śniadanie. Zostawcie wózek, upewnię się, że wróci na miejsce. – Uśmiechnęłam się do nich obojga. Służący nienawidzili, kiedy robiłam coś sama. Wszyscy w domu pracowali tam od wielu lat, patrząc, jak dorastam. Wiedzieli, że doceniam wszystko, co dla mnie robią, ale wciąż czułam potrzebę pomocy tam, gdzie mogłam.
– Więc, o czym rozmawiałaś z Królem Alfą? – Shannon zmarszczyła brwi, a w jej złotych tęczówkach dostrzegłam zmartwienie.
Westchnęłam, wrzucając do ust dużą truskawkę. Brakowało mi tej czekoladowej babeczki. – Przydziela mi osobistego ochroniarza – burknęłam.
– Oj, założę się, że tego nienawidzisz. – Shannon zachichotała, a ja wystawiłam jej język.
– Wiesz, że to ostatnia rzecz, jakiej pragnę – mruknęłam.
Shannon ponownie zachichotała, a ja rzuciłam jej znużone spojrzenie. – Co by powiedziała Caroline, gdyby tu była?
Zastanawiałam się nad tym przez chwilę. – Pewnie coś o tym, żeby zmusić go do spania w tym samym łóżku co ja, no wiesz, dla bezpieczeństwa – prychnęłam śmiechem.
– Albo o tym, jak potencjalnie gorący będzie twój osobisty ochroniarz. – Shannon roześmiała się, a ja do niej dołączyłam.
Czując radość i zadowolenie z chłodnego, wiosennego wiatru muskającego moją skórę, chrupałam kawałek kiełbaski. – Nadałaby nowe znaczenie określeniu „osobisty ochroniarz” – zachichotałam.
Po zjedzeniu śniadania pospacerowałyśmy po ogrodach. Shannon kochała ogród tak samo jak ja. Obydwie pomachałyśmy ogrodnikom, którzy dziś pracowali.
Przesunęłam palcami po miękkich płatkach jaskrawego tulipana i po szorstkich łodygach kilku słoneczników.
– Arabello, mogłabyś do mnie przyjść na chwilę? Jestem w bibliotece. – Głos wuja rozbrzmiał w mojej głowie.
Skinęłam głową, po czym przypomniałam sobie, że przecież nie mógł tego zobaczyć. – Będę tam niedługo, wujku.
– Muszę iść. – Westchnęłam. – Wujek mnie wzywa.
Shannon kiwnęła głową ze zrozumieniem. – Upewnię się, że wózek wróci do kuchni.
– Dziękuję – Uśmiechnęłam się do niej. Po szybkim pocałunku w policzek, wybiegłam z ogrodu i wróciłam do domu.
Jako dziecko często gubiłam się, wędrując po korytarzach. W wolnym czasie eksplorowałam budynek i rysowałam jego mapy, udając, że każdy pokój kryje w sobie jakąś niesamowitą tajemnicę. Biblioteka, ze swoimi drzwiami z ciemnego dębu, kryła świat pełen syren i mitycznych stworzeń. W miarę jak dorastałam, moja wyobraźnia gasła. Świadomość pozostawiła wyobraźnię w tyle i zaczęła dostrzegać okropieństwa tego świata.
Z łatwością pchnęłam drzwi biblioteki, a moje oczy spoczęły na wuju Jasparze. Był pochylony nad dużą i dość zakurzoną książką.
– Ach, tu jesteś. – Podniósł gwałtownie głowę, a jego srebrne oczy spotkały się z moimi zielonymi. Wszyscy ze strony ojca mieli srebrne oczy. Jak wszyscy tak często mi przypominali, byłam wykapana z matki.
Uśmiechnęłam się do niego łobuzersko. – Wzywałeś mnie?
Jaspar to znacznie młodszy brat taty. Dzieli ich dziesięć lat, co oznacza, że wujek Jaspar ma dopiero dwadzieścia osiem lat. Wyglądał niemal identycznie jak tata w młodości, a do tego dręczyło go znacznie mniej stresu. Kręcone brązowe włosy Jaspara były krótko ścięte, a jego twarz obramowywały gęste brwi i długie rzęsy. Każdy mężczyzna w rodzinie mojego taty był zbudowany jak gigant. Typowe dla likanów było posiadanie muskularnej sylwetki, ale tata i wujek Jaspar byli wręcz potężni.
– Słyszałem o planach twojego ojca wobec ciebie. – Wujek Jaspar obdarzył mnie współczującym uśmiechem. Zawsze wydawał się rozumieć, jak się czuję, nawet jeśli przez większość czasu zgadzał się z tatą.
Przewróciłam oczami. – Wygląda na to, że cały ten trening poszedł na marne.
Na twarzy wuja Jaspara pojawił się delikatny uśmiech. – Cały ten trening przyda się, jeśli ktoś prześlizgnie się obok twojego ochroniarza. Nigdy nie powinnaś mieć nadziei na wykorzystanie swoich umiejętności, Arabello. – Westchnęłam; surowy wyraz jego twarzy przypominał tatę.
– Wiem, wiem. Po prostu nienawidzę tego, że ktoś będzie za mną chodził, bez względu na to, dokąd pójdę – mruknęłam, siadając na jednej z miękkich kanap rozstawionych w całej bibliotece.
Wujek Jaspar uśmiechnęło się. – Jesteś dziedziczką całego Królestwa, Arabello, i jego córką. Nie możesz winić go za to, że podejmuje wszelkie środki ostrożności.
– Masz rację, nie mogę. Ale to nie znaczy, że jestem z tego powodu szczęśliwa. – Uniosłam brew, spoglądając na niego.
Zaśmiał się. – Nie spodziewałbym się niczego innego. Jesteś zbyt podobna do swojej matki. – Pokręcił głową, jakby przypominał sobie jakieś miłe wspomnienie. Moje serce ściskało się za każdym razem, gdy ktoś wspominał, jak bardzo byłam podobna do mamy. Była jedną z moich najlepszych przyjaciółek.
– Czy twój ojciec powiedział ci, kto będzie cię chronił? – Pytanie wuja Jaspara całkowicie mnie zaskoczyło.
Zmarszczyłam brwi. – Nie? Nic nie mówił. Po prostu założyłam, że to będzie jakiś tam wojownik – wzruszyłam ramionami.
– Znając twojego ojca, nie wybierze pierwszego lepszego wojownika. – Wujek Jaspar wzruszył ramionami, ale ten gest wydawał się wymuszony.
Odepchnęłam od siebie podejrzliwe myśli, przypisując je irytacji. – Tata załatwiłby mi prywatną armię, gdyby tylko mógł – przewróciłam oczami.
– Co do tego, to masz całkowitą rację. – Wujek Jaspar zaśmiał się.
Po wyjściu z biblioteki próbowałam wyśledzić Shannon. Powstrzymałam jęk niezadowolenia, gdy Sheila powiedziała mi, że jej córka wyszła już do pracy. Shannon pracowała w lokalnej kawiarni w mieście i często przynosiła mi z powrotem mrożoną mokkę lub inne słodycze.
Atmosfera w domu stawała się z godziny na godzinę coraz nudniejsza. Chciałam maksymalnie wykorzystać swój dzień, wiedząc, że jutro będzie podążał za mną agresywny cień.
Około 18:00 jedna z pokojówek zaprowadziła mnie do mojej nowej sypialni. Spojrzałam gniewnie na duże drzwi na przeciwległej ścianie, wiedząc, że mój ochroniarz będzie zaledwie kilka stóp dalej. Mój nowy apartament zapewniał nieco więcej przestrzeni, dając mi iluzję prywatności.
Opadłam na łóżko i słuchałam muzyki, a kiedy i to w końcu stało się nudne, powlokłam się do łazienki. Przez lata dom przeszedł gruntowny remont, a moją ulubioną częścią były właśnie łazienki.
Każda z nich miała kabinę prysznicową typu walk-in i wannę wystarczająco dużą, by służyć za basen. Odkręciłam gorącą wodę i patrzyłam, jak wanna zaczyna się napełniać. Wyciągnęłam waniliowy płyn do kąpieli i stłumiłam uśmiech, gdy wlałam całą butelkę.
Relaksowałam się w kąpieli, dopóki gorąca woda nie ostygła, a moje palce nie przypominały rodzynek. Czując znacznie większy spokój z myślą o jutrzejszym dniu, zwinęłam się w kłębek w ciepłym łóżku i zapadłam w sen.
*Od autorki*
Chciałabym tylko wyjaśnić, że w tej powieści przeznaczonych odkrywa się w wieku 18 lat lub później. Odkrywa się ich również poprzez dotyk, a nie zapach.
Ponadto, jeśli podobają wam się te pierwsze rozdziały, pamiętajcie o Głosowaniu i Komentowaniu!