languageJęzyk
Okrutne roszczenie przyrodniego brata alfa-placeholderOkrutne roszczenie przyrodniego brata alfa

Okrutne roszczenie przyrodniego brata alfa

Autor: Aeliana Moreau

Czytaj
Ostatnia aktualizacja: 15 cze 2026
100 Rozdziały
210.4K słów

W wieku dziewiętnastu lat Sienna Vance usłyszała, jak jej mroczny przyrodni brat, Roman Vaughn, wyjękuje jej imię w mroku nocy. Kiedy oddała mu swoją niewinność, myślała, że odnalazła swojego przeznaczonego. Zamiast tego on zostawił plik banknotów na jej zakrwawionej pościeli, a ich namiętność nazwał błędem. Gdy odkryła, że nosi jego dziecko, on był zajęty ogłaszaniem zaręczyn z inną kobietą. Złamana i porzucona, Sienna zniknęła w mroku nocy, zdeterminowana, by chronić maleństwo przed mężczyzną, który ją wykorzystał. Siedem lat później jest spłukaną sprzątaczką, szorującą podłogi, by wykarmić syna. Wierzy, że w cieniu jest bezpieczna – dopóki drzwi windy nie otwierają się i nie wyłania się z nich najpotężniejszy Alfa w świecie wilkołaków. Roman nie spędził siedmiu lat na zapominaniu o niej; spędził je, polując na nią. Teraz odnalazł swój „błąd”. Odnalazł swojego syna. I tym razem żadne pieniądze ani ucieczka nie powstrzymają go przed odebraniem tego, co należy do niego.

Pierwszy rozdział

  ROZDZIAŁ PIERWSZY

PUNKT WIDZENIA SIENNY

Miałam dziewiętnaście lat, kiedy nakryłam mojego przyrodniego brata na masturbacji w łazience, gdy rozpaczliwie jęczał moje imię.

Nie zamierzałam czuwać. Chciałam tylko przynieść sobie szklankę wody z kuchni, kiedy to usłyszałam.

Głośno i wyraźnie.

Moje imię.

„Sienna... k-kurwa...”

Zamarłam, a serce waliło mi szaleńczo w piersi.

Było późno, dokładnie trzecia nad ranem. W domu panowała cisza.

Roman przyjechał do domu z krótką wizytą po rocznej nieobecności spowodowanej pracą, choć do dziś nie miałam pojęcia, czym tak naprawdę się zajmuje.

Nie mieszkał z nami. Miał własny dom po drugiej stronie miasta i rzadko nas odwiedzał. Pojawiał się tylko na specjalne okazje lub gdy jego matka nalegała. Od dnia, w którym mój tata ożenił się z jego mamą, widziałam go zaledwie dwa razy.

Wciąż wyraźnie pamiętałam pierwszy raz, gdy go zobaczyłam w tamtym roku, trzy lata temu. Szczęka o mało nie opadła mi na podłogę. Wyglądał jak chodzący grecki bóg, każdą cząstką siebie emanował władzą i pewnością siebie – taką, której nie dało się udawać.

Ale on nigdy mnie nie zauważał. Traktował mnie, jakbym nie istniała. Bolało to bardziej, niż się spodziewałam, ale starałam się nie brać tego do siebie. W końcu był o siedem lat starszy ode mnie. Może dla niego byłam tylko głupim dzieckiem. Słyszałam, że jego matka urodziła go, gdy sama była niewiele starsza od nastolatki. Może to wyjaśniało ten dystans. A może po prostu go to nie obchodziło.

Kiedy przyjeżdżał, podczas kolacji nawet na mnie nie patrzył. Nigdy się nie uśmiechał. Nigdy nie odzywał się, dopóki ktoś o coś go bezpośrednio nie zapytał. I nigdy nie włączał się do rodzinnych rozmów. To było tak, jakby go tam w ogóle nie było, mimo że siedział z nami przy samym stole.

Jego matka była jednak uosobieniem ciepła. Od chwili, gdy pojawiła się w naszym życiu, stała się dla mnie matką, której nigdy nie miałam. Moja własna mama zmarła dwa lata po moim urodzeniu, więc nigdy nie dowiedziałam się, jak to jest być przez nią trzymaną, nazywaną „kochanie” czy tuloną do snu pocałunkiem na dobranoc.

Ale matka Romana wypełniła tę lukę bez wahania. Kochała mnie jak własną córkę. I nie było to wymuszone, to była czysta miłość, ten rodzaj uczucia, który sprawiał, że czułam się bezpieczna.

Jedyną osobą, która pozostawała zimna, był jej syn.

Roman nigdy się do mnie nie uśmiechał. Nigdy ze mną nie rozmawiał. Nigdy nawet nie zachowywał się tak, jakbym tam była, poza sporadycznymi, chłodnymi spojrzeniami. A jednak gdzieś głęboko we mnie jakaś część zawsze chciała wiedzieć, jak by to było, gdyby Roman naprawdę mnie zobaczył. Gdyby wypowiedział moje imię. Gdybym cokolwiek dla niego znaczyła. Choćby odrobinę.

Więc usłyszenie mojego imienia z jego ust, podczas gdy się zaspokajał, było czymś, czego zupełnie się nie spodziewałam. To było szokujące. Złe. Chore. Ale był to też pierwszy raz, kiedy usłyszałam, jak wypowiada moje imię.

I choć brzmi to fatalnie, część mnie nie mogła powstrzymać nóg przed ruszeniem w stronę tego dźwięku. Każda cząstka mnie mówiła: zawróć. Ale nie mogłam. Nie chciałam. Chciałam wiedzieć, czy to prawda. Czy to naprawdę mnie sobie wyobrażał, kiedy tak się dotykał.

Drzwi były lekko uchylone. Światło wylewało się na zewnątrz niczym tajemnica czekająca na ujawnienie. Pchnęłam je.

I tam był.

Roman.

Całkowicie nagi. Stał przed lustrem. Jego dłoń była mocno zaciśnięta na jego członku – grubym, użylonym i twardym. Drugą ręką kurczowo trzymał się umywalki. Mięśnie jego pleców były napięte, a szczęka zaciśnięta, jakby powstrzymywał warknięcie.

Wyglądał jak jakiś nieokiełznany bóg – surowy, dziki i całkowicie zatracony w myślach o mnie.

Moje imię wciąż było na jego ustach. Jęczał je, jakby to sprawiało mu ból. Jakby potrzebował go, by przeżyć. Jakby było jedyną rzeczą, która mogła go uratować przed ogniem, który go ogarnął.

Nie oddychałam. Nie mrugałam. Po prostu stałam i patrzyłam. Moje uda zacisnęły się. Pierś unosiła się i opadała. Skóra między nogami płonęła. Nienawidziłam tego, jak mokra się poczułam na sam widok tego, jak dotyka swojego kutasa, jakbym już do niego należała.

Wtedy wydałam z siebie cichy dźwięk. Westchnienie.

Gwałtownie odwrócił głowę. Nasze oczy się spotkały.

Czas zamarzł.

Widziałam to wszystko – rumieńce na jego policzkach, pot na klatce piersiowej, to, jak jego ręka znieruchomiała, ale nie puściła. To, jak jego oczy pociemniały. Głodne.

Wtedy ta chwila pękła.

– Wynoś się stąd! – krzyknął.

Trzasnął drzwiami tak mocno, że poczułam, jak podłoga pode mną zadrżała. Cofnęłam się potykając, zabrakło mi tchu, a nogi mi się trzęsły, gdy biegłam korytarzem jak dziewczyna, która właśnie zobaczyła coś, czego nigdy nie zdoła zapomnieć.

Zamknęłam drzwi do swojego pokoju i opadłam na łóżko. Serce mi waliło.

Ale nie ze wstydu.

Z pożądania.

Myślał o mnie. Pragnął mnie. A teraz ja byłam przesiąknięta potrzebą posiadania go. Ręce mi drżały, gdy dotykałam swoich ust, próbując się uspokoić, ale to nie pomagało. Jedyne, co widziałam, to sposób, w jaki trzymał swojego członka. Jedyne, co słyszałam, to moje imię wydobywające się z jego ust.

Chciałam go posmakować, poczuć to gorąco na swojej skórze, sprawić, by wypowiedział moje imię jeszcze raz, ale tym razem, gdy będę na kolanach, a jego dłoń będzie zaplątana w moich włosach.

Nienawidziłam siebie za to, że tego chciałam.

Ale nie na tyle, by przestać.

---

Następnego ranka starałam się trzymać od niego z daleka. Siedziałam w pokoju, wstrzymując oddech za każdym razem, gdy słyszałam kroki na korytarzu. Czekałam, aż nasi rodzice wyjdą, zanim zakradłam się do kuchni.

Ale on już tam był.

Czekał.

Nie powiedział ani słowa.

Nie pozwolił mi kłamać ani udawać, że nic się nie stało.

Podszedł do mnie, jakby już wiedział, o czym śniłam całą noc. Jakby czuł zapach pożądania na mojej skórze. Jakby czuł żar między moimi nogami, nawet mnie nie dotykając.

Chwycił mnie za talię i pchnął na lodówkę tak mocno, że aż jęknęłam. Moje dłonie uderzyły w jego klatkę piersiową, ale on się nie poruszył. Nie cofnął się. Całe jego ciało było przyciśnięte do mojego.

Czułam jego oddech na twarzy. Jego głos był niskim warknięciem.

– Wyszłaś wczoraj na korytarz, bo chciałaś popatrzeć, jak się do ciebie masturbuję?

– Roman...

– Odpowiedz mi! – fuknął. Jedną ręką przycisnął moje biodro do lodówki. Druga wślizgnęła się w górę mojego uda. Nie mogłam wydusić słowa. Oddech uwiązł mi w gardle. Nogi mi drżały.

Zauważył to.

– O. Już zaciskasz te swoje śliczne udka, co? – powiedział z niskim śmiechem. Jego wzrok spoczął na moich ustach. Potem na piersiach.

Moje ciało się napięło. Rozchyliłam wargi.

– Stałaś tam i patrzyłaś, jak się dotykam, myśląc o tobie. I podobało ci się to. Prawda?

Jęknęłam cicho. – J-ja nie próbowałam...

– Próbowałaś co? – szepnął blisko moich ust. – Próbowałaś dać się złapać? Próbowałaś sprawdzić, czy twój obleśny, starszy brat przyrodni dotyka się na myśl o twojej ciasnej, małej cipce?

Trzęsłam się. Poruszyłam nogami. Moje majtki były mokre.

Jego dłoń powędrowała między moje uda i mocno nacisnęła przez materiał. Nie musiał patrzeć. Wiedział. Byłam przemoczona. Ociekająca.

– Jesteś mokra – warknął. Przycisnął mocniej. Jęknęłam. – Tylko od słów. Tylko od tego, że wypowiadałem twoje imię, kiedy dochodziłem.

– Roman, proszę... – Nie miałam pojęcia, o co błagam.

Znów nacisnął. Jego palce wgniotły się w mój żar. Wygięłam się w łuk. Moja głowa uderzyła o lodówkę.

– Powinienem sprawić, żebyś doszła tutaj, w tej chwili – warknął. – Rozcierać tę napaloną cipkę, aż zacznie płakać. Aż zacznie ściekać ci po nogach. Aż zacznie błagać o mojego kutasa. Aż nie będzie umiała robić nic innego, jak tylko mnie pragnąć.

Zasapałam. Jęknęłam. Moje uda się zacisnęły. Moje paznokcie wbiły się w jego ramiona.

– Chcę cię zniszczyć – szepnął mi do ucha. – Tak bardzo. Tak kurepsko bardzo. Ale nie mogę.

Odsunął rękę, najwolniej jak mógł, podczas gdy jego ciało wciąż było twarde. Wciąż drżało.

Spojrzał mi w oczy, ciemne i pełne ognia.

– Chcesz tego? – zapytał.

Mrugnęłam, oddychając ciężko. – Ja... ja nie...

– Dobrze. Bo gdybyś miała do siebie choć trochę szacunku, zapomniałabyś, że to się kiedykolwiek wydarzyło."

Czytaj