languageJęzyk
Zaginiona dziedziczka i prezes alfa-placeholderZaginiona dziedziczka i prezes alfa

Zaginiona dziedziczka i prezes alfa

Autor: Adriana

Czytaj
Ostatnia aktualizacja: 4 maj 2026
100 Rozdziały
294.9K słów

„Wyborcy nigdy nie zaakceptują ludzkiej Luny. Weź pieniądze i odejdź”. To była brutalna rzeczywistość, z którą musiała zmierzyć się Ophelia. Jako przeznaczona partnerka Kaelena Vance’a – bezwzględnego i potężnego Alfy Prezydenta Oravon – wierzyła, że ich miłość pokona wszelkie przeszkody. Zamiast tego była traktowana jak wstydliwa tajemnica, podczas gdy on przygotowywał się do głośnego politycznego małżeństwa z okrutną wilkołaczką czystej krwi. Ze złamanym sercem i w ukrytej ciąży, Ophelia podjęła ostateczne ryzyko: uciekła. Pięć lat później Ophelia powraca jako niezależna artystka, zdeterminowana, by żyć na własnych zasadach. Los ma jednak złośliwe poczucie humoru. Przypadkowe spotkanie sprawia, że staje twarzą w twarz z mężczyzną, który zniszczył jej świat – i przedstawia Alfie Prezydentowi pięcioletniego syna, o którego istnieniu nie miał pojęcia. Teraz Kaelen jest zdesperowany. Jest gotów zaryzykować swoją prezydenturę, reputację, a nawet życie, by odzyskać rodzinę. Jednak Ophelia nie jest już tą kruchą, ludzką dziewczyną, którą zapamiętał, i nie zamierza być niczyją ukrytą kochanką. W momencie, gdy polityczne napięcie sięga punktu wrzenia, szokujący wynik testu DNA zrzuca bombę na całe społeczeństwo wilkołaków: Ophelia wcale nie jest człowiekiem. Jest zaginioną dziedziczką najpotężniejszego, elitarnego rodu wilkołaków w kraju. Role się odwróciły. „Marna śmiertelniczka” stała się nietykalną arystokratką. A Alfa, który niegdyś trzymał ją w cieniu, będzie musiał paść na kolana, by odzyskać swoją królową.

Pierwszy rozdział

Perspektywa Elary

Wynik testu ciążowego: Pojedyncza żywa ciąża wewnątrzmaciczna

Test gatunkowy: 99% prawdopodobieństwa przynależności do gatunku ludzkiego

Siedząc sama w gabinecie lekarskim, podczas gdy lekarka poszła po jakieś lekarstwa, przeczytałam te kilka prostych linijek tekstu kilka razy, zanim dotarł do mnie ich prawdziwy sens.

Nosiłam pod sercem dziecko.

Ponownie spojrzałam na drugą linijkę, a na mojej twarzy wykwitł szeroki uśmiech. Ludzkie dziecko zrodzone ze mnie i Kaelena, mojego przeznaczonego partnera.

Musiałam mu o tym powiedzieć natychmiast.

Wybrałam jego numer lekko drżącymi palcami, ciesząc się, że już siedzę. Fala radości wezbrała w moim sercu, znajdując ujście w perlistym śmiechu. Jednak połączenie od razu przekierowało na pocztę głosową, co oznaczało, że jego telefon był wyłączony.

Przełykając rozczarowanie, lecz aż nazbyt świadoma, że Kaelen miał w zwyczaju unikać czegokolwiek, co rozpraszało go w pracy, włączając w to po prostu ignorowanie moich telefonów, starałam się utrzymać wesoły ton głosu.

— Kaelen, tu Elara. Wiem, że jesteś zajęty, i życzę ci powodzenia z kandydaturą, ale mam dla ciebie wieści. Wspaniałe wieści.

Zacisnęłam wargi. Poczta głosowa nie była sposobem, w jaki chciałam mu to przekazać. Tak dobre nowiny powinny być ogłaszane osobiście.

— Tak czy inaczej, proszę, oddzwoń do mnie, gdy to usłyszysz. Kocham cię.

Rozłączyłam się i mocno objęłam ramionami. Czułam, że zaraz eksploduję. Gdyby to był normalny dzień, wskoczyłabym do samochodu i pojechała do biura Kaelena.

Ale to nie był normalny dzień. Kaelen spotykał się z urzędnikami wyborczymi i członkami swojej partii, by dowiedzieć się, czy jego kandydatura na urząd prezydenta zostanie zaakceptowana. Będąc potężnym wilkołakiem alfa od urodzenia, przez całe życie dążył do tego celu i nie było wątpliwości, że stałby się wybitnym przywódcą.

To nie był czas, abym zawracała mu głowę, nawet jeśli była to najlepsza wiadomość w moim życiu.

Ale dziś wieczorem, kiedy wróci do domu ze swoimi dobrymi wieściami, ja powiem mu o moich. Naszych dobrych wieściach.

Lekarka wróciła z uśmiechem i wręczyła mi buteleczkę. — Proszę brać dwie z jedzeniem, dwa razy dziennie, na mdłości.

— Czy może mi pani powiedzieć, który to tydzień? — zapytałam.

— Czwarty. Chciałabym zobaczyć panią i pani męża z powrotem za tydzień, żebyśmy mogli omówić harmonogram na najbliższe dziewięć miesięcy.

— Nie jest jeszcze moim mężem, ale jestem pewna, że nie będzie miał nic przeciwko temu.

Otworzyła teczkę i zaczęła studiować jakieś strony w nieudanej próbie ukrycia pełnego dezaprobaty spojrzenia. — Przypuszczam, że jest człowiekiem?

— Nie, jest wilkołakiem Alfa — powiedziałam. Spojrzała w górę z zaskoczeniem. — Jesteśmy przeznaczonymi partnerami.

Jej uśmiech wydawał się teraz bardziej szczery, odkąd wiedziała, że nie jestem jakimś „człowiekiem żerującym na systemie”, lecz przyszłą matką przeznaczoną społecznie prominentnemu wilkołakowi. Oto opatrzność działała swoimi magicznymi sposobami.

— Cóż za rzadkie i urocze połączenie! Proszę powiedzieć Garthowi, żeby umówił państwa na wizytę, ale niech pani dzwoni, jeśli leki nie przyniosą ulgi.

Nie przestawałam się uśmiechać, idąc do samochodu. Kaelen będzie taki szczęśliwy, wiedziałam, że okaże się wspaniałym oparciem podczas tej ciąży.

Chociaż ja byłam człowiekiem, a Kaelen był oczywiście wilkołakiem Alfa, co zapewniało mu najwyższy możliwy status społeczny, zawsze wierzyłam, że poradzimy sobie z każdym osądem lub uprzedzeniem, jakie mogłoby rzucić nam pod nogi nasze wciąż nieco hierarchiczne społeczeństwo.

Ponieważ się kochamy. Mimo całkowicie odmiennego wychowania, los miał wobec nas plany, przyciągając nas do siebie nieodwołalnie i nieodparcie.

Poza tym, czasy się zmieniały. Jeszcze pięćdziesiąt lat temu związek człowieka z wilkołakiem taki jak nasz, czy to naznaczony przeznaczeniem czy nie, byłby postrzegany jako śmiechu warte upokorzenie dla każdego Alfy. Chociaż postęp był powolny, stawał się namacalny, jako że ludzie zaczynali udowadniać, iż zasługują na coś więcej niż tylko podrzędne stanowiska.

Owszem, zarówno ludzie, jak i poszczególne klasy wilkołaków nadal woleli obracać się głównie wśród swoich, z czego Alfowie byli szczególnie znani, ale ja zawsze wolałam skupiać się na postępie, a nie na wyzwaniach, z którymi ludzie wciąż mierzyli się w naszym społeczeństwie.

W drodze do domu zaczęłam myśleć o naszych planach ślubnych.

Kaelen i ja byliśmy razem od roku, a pół roku temu zamieszkaliśmy razem. To dość długie narzeczeństwo jak na przeznaczonych partnerów, ale jako człowiek nie miałam nic przeciwko temu, by działać powoli. Teraz jednak, z dzieckiem w drodze, chyba musieliśmy pomyśleć o ślubie.

Zatrzymałam się przed naszym domem i spojrzałam na niego nowymi oczami. To było mieszkanie z dwiema sypialniami. Czy będziemy teraz potrzebować większego miejsca?

Ale z drugiej strony, gdyby Kaelen miał zostać następnym Prezydentem Alfa, przez najbliższe dziesięć lat mieszkalibyśmy w Rezydencji Wykonawczej w stolicy, a dwadzieścia, jeśli zostałby wybrany ponownie. Na samą myśl o tym kręciło mi się w głowie.

Odłożyłam torebkę i weszłam do kuchni. Zaparzyłam sobie filiżankę ziołowej herbaty. Żadnej kofeiny ani alkoholu przez jakiś czas. Zdałam sobie sprawę, że nucę piosenkę Beatlesów „Penny Lane” i zaśmiałam się pod nosem.

— Jesteś w wyśmienitym nastroju — odezwał się zza moich pleców znajomy, ukochany głos.

Z lekkim piskiem odwróciłam się z filiżanką w dłoni. Kaelen wyglądał wspaniale w swoim ciemnoszarym garniturze, który podkreślał szerokość jego ramion oraz smukłą linię talii i bioder. Co więcej, wyglądał na szczęśliwego, a jego twarz rozjaśniał jeden z jego rzadkich, głębokich uśmiechów.

— Udało się?

Skłonił się lekko. — Patrzysz właśnie na najnowszego i największego kandydata na Prezydenta Alfa.

Odstawiłam filiżankę i podbiegłam, by zamknąć go w uścisku. Zaśmiał się – co było u niego rzadkością – i pocałował mnie tak głęboko, że aż podkurczyłam palce u stóp. Kiedy uniósł głowę, uśmiechnęłam się prosto w jego twarz i zastanawiałam się, czy nasze dziecko odziedziczy jego ciemne włosy i jeszcze ciemniejsze, zielone oczy.

— Z twojej wiadomości na poczcie wynika, że ty też masz jakieś wieści? — zapytał.

Skinęłam głową, a w żyłach czułam buzującego szampana. Sięgnęłam do kieszeni i wyciągnęłam wyniki badań. Zaintrygowany, odebrał je ode mnie i rozłożył papier. Jego oczy przeskanowały stronę, a uśmiech natychmiast zniknął.

Zauważyłam, jak jego ciało sztywnieje, a ciemne brwi ściągają się w marsie. Spojrzał na mnie, a jego twarz była całkowicie nieodgadniona.

— Jesteś w ciąży? — zapytał beznamiętnie. — Z ludzkim płodem?

— Cóż, tak, ale nie nazywaj tego płodem. To nasze dziecko, nasze idealne, małe dziecko.

Ponownie spojrzał na wyniki badań, a jego oczy były teraz twarde i zimne.

— Kaelen? — zapytałam, czując, jak całe moje ciało oblewa lodowaty ziąb. — Co się stało?

Czytaj