– Uważaj! – krzyknął Eddie.
Ruszył, zanim w ogóle zdążył pomyśleć. W ułamku sekundy odrzucił telefon na bok – ten zatoczył łuk w powietrzu i wylądował z głuchym odgłosem w pobliskim zamarzniętym, sztucznym stawie.
Ale Eddie nie miał czasu się tym martwić. Padł na kolana na płytach chodnikowych, ślizgając się do przodu, i złapał Vicki w ramiona tuż przed tym, jak miała uderzyć o ziemię.
Vicki myśla






