Eddie nigdy wcześniej nie czuł się tak zirytowany tym, jak niekończące i nużące wydawały się schody i korytarze w domu Bradleya.
Prawie miał ochotę po prostu zeskoczyć z drugiego piętra.
W końcu Eddie dotarł na dół i pognał w stronę bramy.
Vicki zaglądała do willi.
"To powinien być adres, który dał mi Cameron, ale nikogo nie widzę" - pomyślała.
W następnej sekundzie Eddie wybiegł na zewnątrz.
Zani






