Mareta przyszła znowu do jej pokoju, żeby przynieść Yarze lunch, ale krzyknęła z wrażenia, kiedy zobaczyła, ile motyli było w środku. Czuła się niemal jak w ogrodzie pełnym motyli.
Te piękne małe motyle trzepotały skrzydełkami i siadały jej nawet na dłoniach. Wzdrygnęła się, kiedy to się stało, jakby to małe stworzenie miało ją skrzywdzić, ale kiedy nic się nie stało, widocznie westchnęła głęboko






