Trzymał czarny parasol i wyglądał dokładnie tak samo, jak mężczyzna w grobie. Wpatrywał się we mnie łagodnie, a ja z całego serca pragnęłam, żeby to był Dixon.
Pragnęłam, żeby mógł powrócić z martwych.
Ale doskonale zdawałam sobie sprawę, że mężczyzną przede mną był Lance.
Stałam nieruchomo, a on mnie zawołał.
Przygryzłam wargę, mówiąc: "Nie mam już nawet kogo winić".
Nawet ten, który mnie kochał,






