Nie potrafiłam nazwać jej „mamą”.
W głębi duszy byłam bardzo zdruzgotana.
– Carol, potrzebuję przysługi.
Zapytałam uprzejmie: – O co chodzi?
Mama trzymała Ralpha w ramionach i żartobliwie szturchnęła go palcem. Malec nie zareagował, a ona wyglądała na lekko zawiedzioną. – Oprócz ciebie to właśnie o Wally'ego martwię się najbardziej.
– Hm?
Co próbowała mi przekazać?
– Jest samotnikiem i często wpad






