Gdy Tessa usłyszała tę próbę pocieszenia, wydało jej się to tak zabawne, że mało brakowało, a by się roześmiała.
Dźgnęła palcem muskularną klatkę piersiową Nicholasa i droczyła się z nim ze śmiechem: – Za kogo ty mnie masz, za jakiś produkt?
– Nie jesteś produktem; jesteś moją przyszłą żoną, a ja inwestuję w swoją przyszłą żonę. Z drugiej strony, skoro moja przyszła żona tak ciężko pracuje, z pewn






